"Peter's Hostel", c/ San Juan de Dios 209, Arequipa
Po prawie 12h w autobusie z Cuzco w końcu wczoraj wieczorem przybyliśmy do Arequipy. Miasto na pierwszy rzut oka bardzo nam się podoba i chyba zostaniemy tutaj nawet jeden dzień dłużej niż planowaliśmy. W planach mamy zobaczenie "niedalekiego" kanionu Colca - tylko 5h drogi w jedną stronę i dzisiaj się okaże, czy zdecydujemy się na opcję trekkingu 3-dniowego na dno i z powrotem czy totalnie wykończeni po wspinaczce na górę Machu Picchu (ok.3060m npm), a zaraz następnego dnia po niej na Montañę de colores (ok.5200m npm), darujemy sobie kolejne wspinaczki i zadowolimy się oglądaniem kanionu z samej góry, z popularnego punktu widokowego Mirador del condor.
Wpisy o Limie i Cuzco pojawią się wkrótce, gdyż chwilowo nic, ale to nic mi się nie chce.
***
Ostatecznie wybraliśmy opcję light, czyli zwiedzanie jednodniowe. Kupiliśmy tour w hostelu za 45 soli/osoba + dodatkowo płatne wejście na teren Parku Narodowego Colca 70 soli/osoba. Zwiedzanie obejmowało dojechanie do popularnego punktu widokowego, gdzie że skał kanionu wylatywały nad nasze głowy kondory, największe ptaki na świecie. Przewodnik mówił, że zdarza się także, że nie wylatują w ogóle, zatem mieliśmy szczęście, bo widzieliśmy jakieś 5 sztuk.
Potem zatrzymaliśmy się jeszcze w 3-4 punkach widokowych, miasteczku Yankee oraz na jakuzee termalne, ale nie skorzystaliśmy, bo tylko wyciągali za nie pieniądze.
Ogólnie to wróciliśmy nieco rozczarowani, bo nie zobaczyliśmy głębokości kanionu w całej swej okazałości, choć to najgłębszy kanion na świecie. Jak powiedział przewodnik, dalej autobusem ani autem dojechać się nie da... Da się tylko jak ktoś wykupi wycieczkę 3-dniową z trekkingiem dół-góra.
Przewodnik pokazywał nam też górę, za którą źródło ma Amazonka, najdłuższa rzeka świata. Pytanie tylko, czemu nie zabiorą nas faktycznie do źródła, a pokazują górę przed?
Podsumowując, wróciliśmy strasznie zmęczeni i rozczarowani, ale widoki były ładne.
***
Któregoś wieczora spacerując lub też, będąc bardziej precyzyjnym, błądząc po Arequipie wpadliśmy z Adrianem na salon barbera. Zdecydowanym ruchem dłoni pokazałam mojemu koledze z pracy gdzie mógłby zająć miejsce, jeśli ma taką ochotę. W sumie to od Limy coś mu już trułam "weź się Pan ogol, będziesz Pan lepiej wyglądał". Wszystko wskazuje na to, że wziął sobie moje rady do serca i długo czekać nie musiałam. Pan golibroda usadowił Adriana na fotelu, ustalił ze mną wszystkie szczegóły, a Adrianowi się przekazało: "Będzie jak w katalogu". Dokumentacja poniżej. Nie wiem czy mu się podobało, raczej tak, bo nie słyszałam reklamacji, ale może to go zmotywuje do nauki hiszpańskiego xD
N.Verde