12 października 2017
Riobamba
POLECAM. Piękne kolonialne miasto, między XVIII-XIX wiekiem ważniejsze pod względem ekonomicznym i geograficznym od samego Quito czy Guayaquil. To tutaj postawiono pierwszy katolicki kościół w całym Ekwadorze, to tutaj zbudowano parową kolej, która była skomunikowana z północą, wybrzeżem i południem. Stąd prowadziła droga na Nariz del Diablo - strome widokowe wzgórza (planuję wrócić w przyszłym tygodniu, by udać się do stacji początkowej w Alausi i przejechać się kolejką po tych wzgórzach). Spotkałam też zorganizowaną wycieczkę niemieckich turystów, więc jak widać biura podróży także polecają to miejsce.
Główna ulica to mieszanka europejskich lokali i klubów z dużą dozą latynoskiej nuty. Jak na razie najładniejsze i najurokliwsze miasto Ekwadoru, które spotkałam na swojej drodze, ale nie było ich jeszcze wiele.
Nota bene: Dowiedziałam się, że pierwotnie Riobamba leżała w miejscu, gdzie teraz jest miejscowość Colta, ale po trzęsieniu ziemi w XIX w. przeniesiono miasto na dzisiejsze tereny. W Colcie można w dalszym ciągu zobaczyć pierwszy kościół i jest też małe jezioro zwane tradycyjnie już jak wszystkie jeziora - laguną.
Poznałam też ciocię - prokurator, która czyta tomy teczek z okrutnymi morderstwami do poduszki i o paru przypadkach nam poopowiadała, aż w pewnym momencie poprosiłam, żeby już może skończyła, bo ludzka inwencja okrucieństwa nie zna granic. Ale było ciekawie.
Wieczorem siedzieliśmy w salonie i czterech kuzynów: Javier, José, Luis Miguel i Paúl grali na gitarze latynoskie i hiszpańskie piosenki o miłości, śpiewali i wspólnie piliśmy piwo - tradycyjnie z jednej szklanki, serwując każdemu po ok. trzy łyki. Chyba skończyliśmy po dwunastu litrowych butelkach. Javier ponadto przypomniał mi jak się gra w "cuarenta", bo od czasów mojego pobytu w Madrycie przed 4 laty zdążyłam już zapomnieć. "Cuarenta" jest tutaj typową karcianą grą, ale chyba też nawet na całym kontynencie, jeśli się nie mylę. Coś jak u nas "makao", każdy w to gra.