Przejdź do treści
Al otro lado del mar
Baños de Agua Santa

13 października 2017

Baños de Agua Santa

Baños de Agua Santa już za mną :) Wpis wkrótce, gdyż tymczasem muszę się wyspać przed jutrzejszą eskapadą na Lagunę Quilotoa.

P.S. Jestem cały czas w Pujili, bo co tydzień są tutaj imprezy miasta, które potrwają miesiąc i dzisiaj byłam na plenerowych koncertach jakichś ekwadorskich sław. Tańczyliśmy i piliśmy "puro de caña", czyli lokalny alkohol z trzciny cukrowej. Pychota!

P.S. 2 Dziękuję obu ochotnikom za wzięcie udziału w konkursie:) Wiem, że nie było tak całkiem łatwo.

Poprawne nazwy owoców to:
W środku: mandarynka zielona (mandarina verde)
Od góry zgodnie z ruchem wskazówek zegara: małe banany (plàtanos dominicos), karambola (carambola), pitaya (pitahaya, smoczy owoc), cyfomandra zwana pomidorem z drzewa (tomate de àrbol), mango (mango de chupar) - specjalny rodzaj mango występujący w Ekwadorze, który je się wysysając miąższ ze środka, stąd nazwa "de chupar"; ostatnia jest papaja (papaya).

Pomimo dwóch błędów w obu przypadkach i tak będą nagrody:)
***
Baños - miejsce, gdzie na mapie kończą się góry, a zaczyna Amazonia. Jednak w rzeczywistości to miasteczko ma obie natury, przepiękne wysokie zbocza górskie porośnięte bujną roślinnością z wieloma przydrożnymi wodospadami. Koniecznie, ale to koniecznie warte zobaczenia!!! Na pierwszych zdjęciach główna atrakcja - wodospad "El Pailón del Diablo". Dla niego przyjechałam tutaj po raz drugi.






















Po raz pierwszy wykupiłam "tour" za $5, bo bez samochodu lub wypożyczenia roweru na 20-kilometrową wycieczkę po wodospadach jest trudno. Dzisiaj pogoda jak widać po zdjęciach była raczej nieciekawa - niebo zachmurzone, deszczowe, białe. Tour obejmował zatrzymanie się przy dwóch dodatkowo płatnych atrakcjach - kolejką linową nad przepaścią wodospadu Agoyan za $2 (nie poszłam) oraz coś, co nazywa się "canopy triple", choć ja akurat miałam przejazd solo, a nie triple^^ Ubrali mnie w szelki, zaczepili na linach nad inną przepaścią, położyłam się w powietrzu "na Batmana" i mnie popchnęliiiii. Pofrunęłam z rozłożonymi ramionami, było super!!! Ale krótko ;((( Lot trwał jakieś 30 sekund, prędkość nie więcej jak 40km/h. Wszystko to za $7,50, zniżka właściciela ze $10, bo początkowo nie chciałam. Ale było fajnie;)




N.Verde

Galeria

Zobacz też

Cotopaxi

09 października 2017

Cotopaxi

Wczoraj wybraliśmy się w dwa samochody na wulkan Cotopaxi. Drugi, zaraz po najwyższym Chimborazo, największy wulkan w Ekwadorze. Moja pierwsza górska wspinaczka z prawdziwego zdarzenia. Ogólnie trudno...

Czytaj dalej →
Riobamba

12 października 2017

Riobamba

Na początku widziałam tylko przedmieścia i niewykończone betonowe domy jakich pełno w całym Ekwadorze. Nic ciekawego. Ale potem pojechaliśmy do centrum... POLECAM. Piękne kolonialne miasto, między XVI...

Czytaj dalej →
Quilotoa

15 października 2017

Quilotoa

Wulkan - laguna Quilotoa, piękne jezioro wulkaniczne utworzone w samym kraterze. Kolor wody ma przekrój od błękitnego do szmaragdowej zieleni - stąd nazwa Laguna Verde. Wysokość krateru sięga do 3500...

Czytaj dalej →
Alausí - Nariz del diablo

18 października 2017

Alausí - Nariz del diablo

Z Riobamby pojechałam do Alausi, żeby złapać turystyczną kolejkę na Nariz del Diablo w miejscowości Sibambe. Na trasie można podziwiać wysokie zbocza górskie kanionu, cena za bilet $32, ale to zdecydo...

Czytaj dalej →

← Wszystkie wpisy

Kolejna podróż

1 900 PLN z 5 000 PLN

Wesprzyj podróż →