Przejdź do treści
Al otro lado del mar
Valladolid, Chichen Itza

23 września 2017

Valladolid, Chichen Itza

Hostal Gayser, c/ 45x36x38, Valladolid
Mam zamiar pojechać jutro też do Las Coloradas, bo morze ma tam kolor jasnoróżowy. Ale strasznie trudno tam dojechać, będę się dowiadywać na miejscu w Valladolid.
***
Nie udało mi się dojechać do Las Coloradas;((( O 6:30 wyruszyłam z Meridy do Valladolid i zameldowałam się szybko w hostelu, bo nie znalazłam żadnego Coucha. Zostawiłam rzeczy i z powrotem pobiegłam na dworzec autobusowy, bo dowiedziałam się, że jest bezpośredni autobus z Tizmin. Wyruszyłam zatem do Tizmin i po nieco ponad godzinie drogi dotarłam na miejsce. I owszem, autobus do Coloradas był, ale wyruszał o 13:10, droga miała trwać 1,5h, a jedyny powrotny -jak to raczyła zerknąć na mnie znad swojej komórki i włączonego Whatsappa młoda sprzedawczyni biletów- wracał o 15:00. Taksówkarz z kolei powiedział mi cenę 300 pesos sólo ida (w jedną stronę), więc nie było opcji, utknęłabym na bezludziu... Uboższa o 60 pesos, niecałe 3h drogi i mocno podkurwiona, że coś mi nie wyszło, wróciłam zatem do Valladolid.
Wynagradzając sobie stracony czas wybrałam się na tutejszy basen, czyli po raz pierwszy w życiu byłam w CENOTE. Jest to naturalne jezioro podziemne w jaskiniach lub częściowo odkryte, obficie porośnięte bujną roślinnością, pnączami korzeni zwisającymi ze sklepienia oraz pływającymi w wodzie małymi rybkami. Majowie zażywali tam kąpieli, ale także składali ofiary dla bogów - za mniejsze i większe przewinienia lub ochotników, najczęściej zgłaszających się guerreros (żołnierzy), gdyż był to dla nich honor. Stąd jak się dzisiaj dowiedziałam, na dnie cenotes ciągle może pozostawać wiele szkieletów, niektóre zostały częściowo wydobyte i oddane do laboratoriów. Głębokość cenot sięga ok. 50m.
A tutaj przykład cenote Zaci, w którym pływałam:





Z racji, że ciągle mi jakoś nie minął ten żal po nieobejrzanym morzu w Las Coloradas, poszłam sobie kupić refresco de pitaya, czyli w wersji latynoskiej, domowo robiony sok z pitayi z dużym dodatkiem cukru. Cukier jak i mięso w dużych ilościach to tutaj chleb baaardzo powszedni. Sok jest przepyszny. Owoc pitayi (inaczej nazywany "smoczym owocem") próbowałam upolować w Polsce od dobrych 4 lat i udało mi się na krótko przed wyjazdem, gdy w Auchanie pojawił się dział z owocami egzotycznymi. Cena za sztukę 16pln, ale kupiłam. Tutaj kosztuje 4pln (dwie albo trzy sztuki).
A potem, idąc za ciosem, ukochane jukateńskie "marquesitas"!!! Moje Odkrycie Kulinarne Roku 2017 <3 Jest to słodko-słony deser przyrządzany z cieknącej masy podobnej jak na naleśniki, z tym, że się to zawija w rulon i jest chrupiące jak wafelek. Nie mam pojęcia, jaki jest sekret tego ciasta, ale może spróbuję to ogarnąć po powrocie do Polski, bo są przepisy w Internecie. A dlaczego odkrycie kulinarne? Bo moje ulubione są smarowane Nutellą i posyłane żółtym serem, który się roztapia i tworzy w ustach idealną mieszankę smaków. W życiu się nie spodziewałam, że można wymyślić coś tak prostego i nieziemskiego. Poleciło mi to parę osób i w 100% pychota!!



Pod koniec dnia zaczęło kropić. I pomyślałam sobie, "Ale fajnie, w końcu będzie deszcz!!!" i wyszłam ze sklepu na ulicę, żeby iść środkiem mało ruchliwej centralnej ulicy, rozłożyć ramiona i dać się zmoczyć. Noooooo, to się dałam. Szlag by tę burzę. JUŻ WIEM, co to burza tropikalna. W niecałe 30 sekund była mokra do suchej nitki, krople są grube, ciepłe i leje jak z prysznica przekręconego na całość. Po minucie uznałam, że nie ma co być zmoczony kozak i się schowam do jakiegokolwiek obiektu obok - padło na główny kościół, w którym Hiszpanie okupujący Valladolid mordowali majańskich kapłanów. Akurat była niedzielna wieczorna msza. Kościół wypełniony po brzegi, a tam na końcu ja, wyglądająca jakbym dostała co najmniej 5 wiader wody w Śmigusa Dyngusa, ociekająca od głów do stóp. Nawet bielizna mi przemokła, po prostu Wszystko. Gdy przestało padać i wyszłam na zewnątrz, ulicę tonęły w wodzie. A raczej, by być bardziej dokładnym, rzeki płynęły ulicami. Postanowiłam, że najlepiej będzie wrócić już do hostelu.
***
Chichen Itza. Znowu piramidy, znowu Majowie (miałam już żadnych nowych nie oglądać, ale jak pisałam tamtą notkę to zapomniałam, że te też są na mojej trasie).
Dzień... Niesamowity. NIESAMOWITY. Ogólnie to jest tak, że Teotihuacán koło Ciudad de México oraz Chichen Itza w relatywnie niedalekiej odległości od Cancún (Jukatan) są najbardziej znanymi i rozreklamowanymi wykopaliskami archeologicznymi w całym Meksyku. Turystów zatem cała lawina. Tak samo jak sprzedawców pamiątek (nie omieszkałam oczywiście sobie czegoś kupić:P i poćwiczyć zdolności negocjowania cen). No i tak sobie chodziłam, zwiedzałam, czasem się zachwyciłam, choć po Palenque i Uxmal trudno jest już na mnie zrobić wrażenie, i nagle poznałam jakiegoś młodego mężczyznę. Który to okazał się być tutejszym archeologiem pracującym w Chichen Itza. Chodził po obiekcie i fotografował niektóre ruiny, żeby wrzucić w jakiś program i coś tam coś tam geologiczne, urbanistyczne, geograficzne.
Porozmawialiśmy sobie chwilę, doszliśmy do jednej z bram wyjściowych, ale, że ja jeszcze wszystkiego nie obejrzałam i musiałam się wrócić, to się pożegnaliśmy i wymieniliśmy numerami na Whatsappa. Bien hecho! Pozwiedzałam wszystko i udałam się według planu do najbardziej rozreklamowanego cenote Ik Kil w odległości ok.4km od Chichen Itza. Wzięłam taxi colectiva. No i się zaczęło..















Cenote było OK, ale zdecydowanie za dużo turystów, więc nigdy już nie popełnię tego błędu. Ładne, piękne, ale Nie. Poza tym wejście kosztowało 80 pesos (do Zaci i innych cenotes, które są w pobliżu, wejście kosztuje ok. 30pesos), a do tego jeszcze musiałam wydać 30 pesos na szafkę z kłódką, by zostawić plecak. Inaczej nie było zwyczajnie gdzie. Popływałam w tłumie turystów i uznałam, że spadam do domu, bo w samym Valladolid dalej nie zobaczyłam paru obiektów.
Problem w tym, że nie miałam już pieniędzy, zostały mi zaledwie 2 peso w portfelu (jakieś 40 groszy). Całe szczęście - pomyślałam sobie - mam już kupiony bilet powrotny na trasę Chichen Itza - Valladolid. Tylko, że:
1) nie wiedziałam, o której godzinie będzie przejeżdżał autobus powrotny z Chichen przez tę wioskę, w której jest Ik Kil
2) wokoło nie było żadnych bankomatów, żeby wypłacić pieniądze i zabrać się taxi colectivo
Czekając przy głównej drodze, próbowałam sprawdzić na stronie przewoźnika, ale nie pokazywał żadnych rezultatów. Uznałam, że jest dopiero 16, na pewno musi jednak jakiś jeszcze jechać. Prewencyjnie próbowałam łapać stopa. Nic się nie zatrzymywało przez 25 minut, po czym nadjechał mój autobus, haha. Podbiegłam, pokazuję bilet kierowcy.
-Bilet nieważny.
- Jakto nieważny?!?!?!
- No nieważny.
- Ale przecież jest na trasę z Chichen Itza do Valladolid i to jest dobry autobus...!
-Tak, ale tutaj jest [miejscowość inna], a Pani ma bilet z Chichen, więc nie może Pani tutaj wsiąść.
- No tak, mam z Chichen, ale tutaj jest o 4km bliżej (bo cenote leży pomiędzy oboma miejscowościami) i powinien być ważny!!
- Ale nie jest, musi Pani wsiąść w Chichen, albo zapłacić 25 pesos za nowy bilet. Na tym Pani nie pojedzie.
- Ale ja nie mam już pieniędzy!! :(( Zostały mi zaledwie 2 pesos, a tutaj nie ma żadnego bankomatu, tutaj NIC nie ma. Muszę wrócić do Valladolid. Nie może mnie Pan tak po prostu zabrać? Przecież mam już kupiony bilet.
-Señorita, na kasie mi nie przejdzie. Nie da rady.
- Nie no, serio??? - nie wierzyłam mu, bo w Uxmal działało to tak samo i ludzie wsiadali w połowie trasy.
-Serio, serio. Żeby bilet był ważny musi Pani wsiąść w Chichen, nie ma innej opcji.
Wysiadłam, przeszłam na drugą stronę ulicy i łapałam stopa do Chichen. Zatrzymał się po  niecałej minucie dostawca wody butelkowanej, jadący do Meridy. Z oburzenia skarżyłam mu się całe 4km na kierowcę autobusu Oriente, który był chamem i mnie nie chciał zabrać. Pan dostawca okazał wyrozumienie i podrzucił mnie kawałek, ale nie wjechał do wioski, tylko zostawił przy głównej. Musiałam wziąć nogi za pas i cwałować do piramid. Po przejściu 50m zauważyłam, że podjeżdża do mnie samochód... Octavio, spotkany wcześniej archeolog. Zabrał mnie i tak się zaczęło. Zaproponował, żebym została na wieczór, bo dzisiaj odbywa się specjalna konferencja archeo-astronomiczna Mezoameryki. "Conferencia Arqueoastronomia mesoamericana". A po niej pokaz świateł i dźwięku. Tylko, że to po 18:30 i nie miałabym już czym wrócić...
Ale była 17:20 i po sprawdzeniu w Internecie, istotnie, już w tamtym momencie nie miałam powrotnego, bo ostatni autobus do miasta pojechał przed 15 minutami. Octavio obiecał odstawić mnie potem do Valladolid (tak zrozumiałam).
Na cóż, nie miałam innego wyjścia xD
Octavio zaprowadził mnie do biura archeologów, gdzie okazało się, że zaraz po Dyrektorze Stanowiska Archeologicznego Chichen Itza, jest najważniejszą osobą od ogarniania. Powyjaśniał mi kilka kwestii na temat Majów i piramid, których nie rozumiałam, jako, że zwiedzam bez przewodników. Byłam śmiertelnie głodna, więc razem z jego kolegą z pracy Juanem, będącym częścią personelu technicznego, zabrali mnie samochodem do punktu, gdzie przebywają archeologowie w czasie sjesty i gdzie mogą zjeść na spokojnie. Przygotował mi tortas de atún con chile y aceitunas, zjadłam dwie kanapki. Potem wróciliśmy na miejsce wykopalisk po jakieś rzeczy i stamtąd znowu samochodem prosto do wielkiego patio 4-gwiazdowego hotelu "Mayaland", gdzie miała się odbywać konferencja na 350 osób, a Octavio dostał rolę fotografa. Konferencja, a raczej wykład Dyrektora Chichen Itza (przełożonego Octavia) trwała 30 minut, była świetnie przygotowana i niezwykle ciekawa. Potem udaliśmy się wszyscy pieszo i po ciemku do piramid, które były pięknie podświetlone, a na niebie widać było chyba wszystkie możliwe gwiazdy. Zaczął się spektakl "Luz y sonido", czyli wielka projekcja 2D historii Majów na największej piramidzie, ale... Czapki z głów, to było naprawdę mocne. 25 minut zapierających dech w piersiach animacji!!! Podobno bilety na to są super drogie, kosztują jakieś 450 pesos, czyli 90 złotych. Ja o tych spektaklach słyszałam przy okazji innych piramid, ale nie wiedziałam za bardzo o co chodzi, no i cena odstrasza. Poza tym jak się zwiedza o 12 w południe i trzeba zostać do 18:30, to mało zachęcające.
Mam dużo video, będą.. kiedyś, niebawem.. ;)




Potem był bankiet. Tzn. szwedzki stół. Miałam wejście i jedzenie za free, więc po trochu paru potraw, a potem dwa razy z Octaviem w kolejce po desery^^
No i kawa, lemoniada przyniesiona przez kelnerów do stolika. Aha, przy stoliku siedziałam z szefem ochrony tej konferencji, który pytał się mnie jak mi smakuje. Było foto.
Poznałam też Szefową Sztabu Organizacyjnego różnych wydarzeń na terenie wykopalisk i Dyrektora Chichen Itza, z którym piliśmy sobie później piwo.
Najadłam się, napiłam, wróciliśmy jeszcze na chwilę do biura i okazało się, że na półce wśród książek mają... Przewodnik po Jukatanie z Lonely Planet PO POLSKU. Podobno jacyś turyści zostawili i sobie leżał.. Otrzymałam go zatem w prezencie i poprosiłam Octavia o dedykację ;) Potem odwiózł mnie na przystanek, skąd o północy łapałam autobus międzystanowy do Valladolid. Octavio dał mi pieniądze na bilet, ale jakoś tak, pomimo znowu innego przystanku, mój bilet okazał się być ważny!!!!!! Oddałam mu pieniądze i się pożegnaliśmy. :(
Wróciłam koło 1szej w nocy do hostelu, idąc ciemnymi uliczkami, mając pod ręką gaz pieprzowy, którego byłam w stanie użyć w każdej chwili, ale nic mi się więcej już nie przytrafiło (i dobrze). Teraz skończyłam spisywać wszystko spisywać, jest 3:44 nad ranem i kładę się spać. Dobranoc.



N.Verde

Galeria

Zobacz też

Villahermosa, Palenque

17 września 2017

Villahermosa, Palenque

O 19:00 mam autobus do Villahermosa, stan Tabasco. Adres: *** Czas przejazdu: ok.14h. Ależ mi się trafiło: mieszkanie na zamkniętym i  strzeżonym osiedlu, Rezydencja Jaguara. Strasznie trudno tu dojec...

Czytaj dalej →
Mérida, Uxmal, Progreso

20 września 2017

Mérida, Uxmal, Progreso

Kurs Mérida. Autobus z Villahermosa odjeżdża o 21:40, czas przejazdu ok.9h. Pragnę dodać, że autobusy, którymi tutaj jeżdżę są lepsze niż w Polsce, rzekłabym nawet, o podwyższonym standardzie. Wielkie...

Czytaj dalej →
Playa del Carmen, Tulum

26 września 2017

Playa del Carmen, Tulum

Turystyczna miejscowość, która po fakcie zarezerwowania hostelu, okazała się przez niektórych nazywana drugą Ibizą. Ceny pewnie też będą wyższe. Biegnę zaraz na plażę i nic mnie więcej nie interesuje....

Czytaj dalej →
CUN-PTY-UIO

28 września 2017

CUN-PTY-UIO

Cancún-Panamá-Quito Dotarłam!!! Jestem padnięta, idę spać. Opowiem później. A takie mam łóżko, haha xD ^^ Adres: *** *** W hostelu zamówili mi na rano taxi, uzgodniona cena 40peso. Strasznie padało, a...

Czytaj dalej →

← Wszystkie wpisy

Kolejna podróż

1 900 PLN z 5 000 PLN

Wesprzyj podróż →