Przejdź do treści
Al otro lado del mar
Mérida, Uxmal, Progreso

20 września 2017

Mérida, Uxmal, Progreso

Kurs Mérida. Autobus z Villahermosa odjeżdża o 21:40, czas przejazdu ok.9h. Pragnę dodać, że autobusy, którymi tutaj jeżdżę są lepsze niż w Polsce, rzekłabym nawet, o podwyższonym standardzie. Wielkie fotele (rozmiarowo odpowiednik takich foteli widziałam w samolocie w 1-szej klasie), dużo miejsca na nogi, klimatyzacja, odjeżdżają o czasie, poczęstunek, podwójna kontrola bezpieczeństwa, odebranie bagażu jedynie za okazaniem imiennego biletu.
Adres w Meridzie: *** centro histórico (cerca del parque de Santa Lucia).
***
Dotarłam, Adán wziął mnie na śniadanie i pojechał do pracy, a ja waham się pomiędzy odsypianiem niewygodnej podróży (za szybko pochwaliłam) a wyjściem na miasto.
***
Mérida - Ciudad Blanca (białe miasto) - dużo budynków jest z białego, chropowatego kamienia lub niektóre z marmuru.
Rynek, Palacio Municipal, La Casa de Montejo (dom konkwistadora, który założył Méridę), różne epokowe katedry (nota bene wiele katedr w Meksyku powstało w miejscu po wyburzeniu plemiennych piramid, tak jak ta główna tutaj św. Ildefonsa) oraz co najważniejsze - Paseo de Montejo - już za mną. To ostatnie to piękna główna ulica z domami kolonialnymi, a raczej Rezydencjami kolonialnymi. Ach, jak chciałabym w takim zamieszkać. Niektóre zupełnie opuszczone i nierestaurowane od co najmniej stu lat, inne zagospodarowane jako hotele, restauracje, butiki odzieżowe, a nawet znalazł się kolonialny Starbucks, kolonialny McDonald's i kolonialne banki..
Niemniej, niektóre domy są zupełnie jak z książek i robią mega wrażenie.
Zjeść poszłam do polecanej mi przez moich obu Couch'ów (wcześniejszy i obecny, co mnie ostatecznie przekonało) restauracji "La Chaya Maya", gdzie na przeciwko mnie siedział facet przypominający Michaela Douglasa, i cały czas się będę teraz zastanawiać czy to był on.
Ludzie są w dalszym ciągu super mili i pomocni, faceci na ulicy non stop mnie witają i pozdrawiają (już się przyzwyczaiłam), w mieszkaniu Adana dostałam własny pokój i własną (!!!) łazienkę (tyle wygrać :))), a za jakąś godzinę idziemy do centrum na jakieś piwo. I na całe szczęście, mieszka w centrum, więc na rynek mam ok.15 minut spacerem. U Hectora było trochę pod górkę, bo luksus luksusem, ale bez samochodu to z tej jego rezydencji wyjechać się nie dało (do głównej bramy wjazdowej jakieś 500 metrów, a potem do centrum kolejne 5km). Oczywiście, korzystałam z Ubera albo Hector po mnie przyjeżdżał do centrum. Los teraz zatem nieco ułatwia mi życie.
Jutro wykopaliska Majów w Uxmal i.. let's see what's more.













***
Dzień w Uxmal - przepiękny. Kolejne fantastyczne piramidy i zebrany materiał podróżnika. To już trzecie i ostatnie moje piramidy w Meksyku, które planowałam zwiedzić (choć punktów tych są setki w całym kraju jak i Gwatemali, Hondurasie, Nikaragui, Belize), ale przynajmniej tutaj w Meksyku w każdym stanie są inne, nie ma nudy.
Co było dodatkowo fajne to pałoszące się po całym obiekcie iguany. Kolejny mój fetysz, wszystkie obfotografowałam. Były na piramidach, w przesmykach, w trawie, na kamieniach, wylegiwały się na słoneczku, ot takie sobie urocze wolnożyjące gady.















Na przeciwko piramid było Muzeum Czekolady w formie ogrodu botanicznego, mini zoo i mini spektakl rytualny Majów. Wszystko super, widziałam wielkiego jaguara, moje ulubione zielone papugi, drzewo z kolcami, napiłam się prawdziwej czekolady, którą przygotowywali Majowie, ale w toalecie był Wieeeeeeeeeeelki pająk. Weszłam do kabiny, rzuciłam plecak na ziemię, a to bydle wielkości mojej pięści zaraz obok plecaka. Wprawdzie nie włochate, ale miało nóżki sporych rozmiarów, no i kolorystycznie też był w czerni jakby pogrubiony czcionką Worda. 
W mig stamtąd uciekłam, ale plecak został. Po chwili jakaś dziewczyna wyszła z innej kabiny, to się pytam:
-Przepraszam, czy mogłabym mieć do Ciebie mini prośbę?
-Tak?
-Bo weszłam obok do toalety i okazuje się, że jest jakiś gigantyczny pająk i mój plecak tam został, wyciągniesz mi go, please?
Poszła zajrzeć.
-O Boże, jaki wielki!!!
(No przecież mówiłam...)
-Ale nie jest jadowity, prawda? - pyta się mnie jakbym była ekspertem od pająków na terenach, gdzie panuje roślinność raczej bujna i obfita rodem z dżungli.
Tak czy inaczej dała radę, no i ja też, bo trzeba sobie umieć radzić w trudnych sytuacjach:P









Wieczorem na rynku w Meridzie był spektakl otwarty pokazujący "juego de pelota", czyli coś co strasznie chciałam zobaczyć. Wszystkie plemiona prekolumbijskie grały w piłkę (zazwyczaj z kauczuka, ale słyszałam też o wersji z... metalu??), odbijając ją jedynie biodrami. Zero rąk, jak w nożnej. I zero innych części ciała, same biodra. Musieli ją wrzucić oczywiście biodrem do kosza. Pokazali cały rytuał początkowy, grę, potem jakąś drugą część gry, gdzie podpalili tę piłkę kauczukową i już tylko się nią grało samymi rękami. Będą filmy, soon...


W mieszkaniu poznałam dwie nowe CouchSurferki, bo Adan zrobił mi niespodziankę -  inne samotnie podróżujące dziewczyny, Yoahnna z Barcelony i Cathalina z Chile. Ta druga jutro wylatuje, a z Yohanną pojadę chyba nad morze do Progreso.

Aha, słowo "czekolada" wzięło się od Majów i Olmeków. Wprawdzie kakowiec pochodzi z okolic Brazyli/Peru - ciągle nieustalono- ale słowo "kakao" jest pochodną od olmeckiego "kakaw". Z kolei "czekolada" to kombinacja majańkich słów "chokoh" - gorący oraz "ha", czyli woda. "Chokoh ha" to zatem napój gorący, lokalny, na bazie kakao.
Majowie oryginalnie pili czekoladę z dodatkiem różnej mieszanki przypraw oraz chili, dopiero Hiszpanie wprowadzili zmiany, gdyż ta oryginalna nie bardzo smakowała na salonach i zaczęli dodawać do niej cynamon oraz cukier.


***
Progreso
Johana ostatecznie się ze mną nie zabrała, ale poznałam na plaży dwie młodziutkie Niemki, z którymi się trzymałam, więc miał kto pilnować rzeczy jak byłam w morzu. A morze było cieplutkieeee..:)
Oto rzut na Zatokę Meksykańską, gdzieś po drugiej stronie jest Nowy Orlean.




N.Verde

Galeria

Zobacz też

Oaxaca y Teotitlan del Valle

14 września 2017

Oaxaca y Teotitlan del Valle

Do Oaxaki jadę jutro, ale podaję adres. Miasteczko, w którym mam nocleg nazywa się Teotitlan del Valle. Ulica: *** W Internecie do znalezienia jako: Dixza rugs and organic farm, bo gospodarze prowadzą...

Czytaj dalej →
Villahermosa, Palenque

17 września 2017

Villahermosa, Palenque

O 19:00 mam autobus do Villahermosa, stan Tabasco. Adres: *** Czas przejazdu: ok.14h. Ależ mi się trafiło: mieszkanie na zamkniętym i  strzeżonym osiedlu, Rezydencja Jaguara. Strasznie trudno tu dojec...

Czytaj dalej →
Valladolid, Chichen Itza

23 września 2017

Valladolid, Chichen Itza

Hostal Gayser, c/ 45x36x38, Valladolid Mam zamiar pojechać jutro też do Las Coloradas, bo morze ma tam kolor jasnoróżowy. Ale strasznie trudno tam dojechać, będę się dowiadywać na miejscu w Valladolid...

Czytaj dalej →
Playa del Carmen, Tulum

26 września 2017

Playa del Carmen, Tulum

Turystyczna miejscowość, która po fakcie zarezerwowania hostelu, okazała się przez niektórych nazywana drugą Ibizą. Ceny pewnie też będą wyższe. Biegnę zaraz na plażę i nic mnie więcej nie interesuje....

Czytaj dalej →

← Wszystkie wpisy

Kolejna podróż

1 900 PLN z 5 000 PLN

Wesprzyj podróż →