Turystyczna miejscowość, która po fakcie zarezerwowania hostelu, okazała się przez niektórych nazywana drugą Ibizą. Ceny pewnie też będą wyższe. Biegnę zaraz na plażę i nic mnie więcej nie interesuje. Upał niemal 40stopniowy i plecak mnie wymordowali.
Hostal Alme, Avenida 35 entre calle 2 y 2 bis, 77710 Playa del Carmen
***
Chyba jestem wycieńczona, padam ze zmęczenia i słabo się czuję od dwóch dni. Zaczynam brać elektrolity i położę się wcześniej spać - mam nadzieję, że to pomoże.
Miasteczko jest mega turystyczne i mieni się jako mieszanka stylu meksykańskiego (jedzenie uliczne i stragany), amerykańskiego (Walmart, budki na kołach z hamburgerami i hot dogami jak na filmach) i europejskiego (małe lokalne drewniane bistra z włoską pizzą albo kawiarnie typu "Bon Jour, cava" w Krakowie). Non stop zaczepia się tutaj turystów (bardziej niż w innych miastach, w których do tej pory byłam), a plaża jest dość nietypowa. Piaszczysta po prawej (tam deptak i sklepy), a po lewej, gdzie najwięcej hoteli i pensjonatów... częściowo kamienna (beżowe, płaskie głazy), a częściowo zasyfiona wodorostami w ilości takiej, że nikomu nawet nie przyjdzie do głowy, żeby się tam kąpać. Z centrum odpływają co chwilę promy na wyspę Cozumel i też rozważałam tę wycieczkę, ale w hostelu mi odradzili, chyba, że wykupię "tour", bo wtedy statki płyną na ładniejszą część wyspy.
Octavio jak się dowiedział, że planuję jechać jutro do pobliskiego Tulum, które słynie z najpiękniejszej plaży w Meksyku, napisał, że bierze dla mnie wolne i widzimy się o 10tej na miejscu.
***
Z Octaviem spotkałam się na dworcu autobusowym ADO i razem ruszyliśmy w stronę jednego z wielu zaparkowanych VANów - taxi colectivo. Podjechaliśmy w stronę strefy archeologicznej Tulum, bo tutaj, nad brzegiem morza, także zamieszkiwali Majowie ;) Wstęp miałam za friko, bo jako, że byłam z archeologiem zatrudnionym przez Państwowy Instytut Archeologiczny, ma ten przywilej wchodzenia za darmo + osoba towarzysząca.
No i weszliśmy. Nie, zdecydowanie nie widziałam w moim życiu plaży piękniejszej od tej w Tulum. Taaak, mówili, że najpiękniejsza w całym Meksyku, ale plaża to plaża, czym może się zbytnio różnić? Morze, piasek i wystarczy. Ale nieee, oj nie tutaj. To była LAGUNA z idealnie drobniutkim białym piaskiem, wszędzie wokoło bujna roślinność: palmy, paprocie, aloes, kaktusy, drzewa kokosowe, wodorosty wyrzucone na brzeg. Morze było ciepłe, woda turkusowo-przejrzysta, czegóż chcieć więcej. Na obiad zamówiliśmy sobie meksykańskie ceviche w wersji mixto, czyli podawane na zimno danie składające się z obranych marynowanych krewetek w dużej ilości, kawałków ryby w sosie z cebulą, pomidorem i pietruszką, podawane ze znanymi nam trójkątnymi chrupkami (te, co się kupuje do dipów). Do picia kokos z drzewa, sprzedawany na straganie. To był już mój ostatni dzień w Meksyku...
Wylot 28.09.2017, godzina 11:18 czasu lokalnego, kierunek Quito, Ekwador z przesiadką w Panamie. O ile się zapałapię na oba standby'ie ;)
N.Verde