Przejdź do treści
Al otro lado del mar
Oaxaca y Teotitlan del Valle

14 września 2017

Oaxaca y Teotitlan del Valle

Do Oaxaki jadę jutro, ale podaję adres. Miasteczko, w którym mam nocleg nazywa się Teotitlan del Valle. Ulica: ***
W Internecie do znalezienia jako: Dixza rugs and organic farm, bo gospodarze prowadzą sklep z ręcznie robionymi dywanami oraz wynajmują pokoje na airbnb.
Może być tam problem z Internetem, więc chyba nie będę pisać przez kolejne 2-3 dni.
***
Problemu z Internetem jak się okazuje nie ma. Cały przyjazd tutaj począwszy od przedostania się na Dworzec Północny (Estación del Norte) w stolicy to jedna wielka LOCURA (szaleństwo). Gina i jej brat wpakowali mnie w busa i powiedzieli "Jedź, wysiądź tam i tam". To był już trzeci raz kiedy jechałam busem i umierałam z przerażenia, że nie wiem, gdzie wysiąść i czy w ogóle mój autobus się zatrzyma, bo żeby się zatrzymał, trzeba to oznajmić kierowcy, czytaj: krzyknąć. A jak nie wiesz, gdzie wysiąść, no to nieco trudniej tak oznajmiać. Jechaliśmy.. Cały autobus standardowo wpatrzony we mnie jak w obrazek, bo w dodatku wszystkie miejsca siedzące były już zajęte, więc musiałam dodatkowo stać. Powoli się już przyzwyczajam, tutaj wszyscy, absolutnie wszyscy się na mnie patrzą, a jak z kimś rozmawiam, nasłuchują z zainteresowaniem. Kierowca autobusu to młody chłopak w moim wieku, jadąc nagrywał wiadomości przez Whatsappa i odsłuchiwał, co mu ktoś odpowiedział. Dodatkowo zatrzymywał się, brał pieniądze, wydawał resztę, odpowiadał na pytania pasażerów o drogę i podgłaśniał radio na fulla, wszystko w miarę w tym samym czasie. Nauczyłam się tutaj zagadywać do kierowców i mówić im gdzie chcę wysiąść i żeby mi dali znać, że to tu. Podziałało i na razie działa dalej, bo tutaj to już w ogóle jest Meksyk.
Obrzeża Mexico City (sorry za scieżkę dźwiękową, ale akurat leciała bajka w tle^^ ;):


Droga do Oaxaki była najpiękniejszą drogą, jaką widziałam w ciągu całego swojego życia i mówię to bez wahania. Po drodze widziałam dwa wulkany, o których znam już legendę, widziałam najpiękniejsze górskie pasma, płaskowyże, urwiska, bujną roślinność, wszystko. Zrobiłam chyba 100 zdjęć samego krajobrazu, który ciągle ewoluował. Tam było tak wspaniale. Warto było wybrać się do Oaxaki. Zdjęcia nie oddają...



















Wysiadłam na dworcu i w sumie to nie wiedziałam, gdzie iść. Tylko, że jakieś boisko baseballowe i że za nim mam łapać busa. Nigdy nie sądziłam, że słowo "łapać" busa czy taksówkę będzie tak realistyczne. Popytałam ludzi i trafiłam na jednego sprzedawcę, który na mój widok tak się rozpromienił, że chyba nigdy jeszcze nie widziałam tak serdecznego człowieka. Pogłaskał mnie po głowie, powiedział "mi niña", zapytał skąd jestem i powiedział coś o papieżu, po czym wskazał drogę i powiedział, że "Tu, w Oaxace, nie ma się czego obawiać. Jest bezpiecznie."
- A taksówki?
- Taksówki też są bezpieczne.
No i poszłam, pobłogosławiona dwa razy i z dobrym słowem na drogę.
Tradycyjnie w łapaniu busa pomogli mi policjanci. Uznałam, że się do tego nie nadaję. Najpierw czekałam z tym cholernie ciężkim plecakiem 20minut , a potem mi zwiał. Mówili też coś o taksówce i było ich sporo. Żółte - individuales - czyli biorą tylko Ciebie i dokąd chcesz. Mówili mi cenę 150, 200, a ostatni nawet 300 pesos xD
No i te drugie - colectivos-, których się wzbraniałam, bo nie bardzo rozumiałam, że jak to to tak. Było ich pełno i zanim załapałam, jak działa cały system znowu minęło 20min. Podjeżdżają pod krawężnik i jak mają miejsce, to trąbią. Jak nie, jadą dalej. Po bokach samochodu lub z przodu (trzeba być spostrzegawczym) mają nazwę miejscowości docelowej, do której jadą. Ja oczywiście najpierw łapałam co leci, a oni kręcili głowami "No señorita, to nie po drodze, chyba, że extra za 300 pesos". Pan policjant jednak, który stał obok i widział moją desperację złapał mi taxi do Teotitlan del Valle, zapłaciłam 20 pesos (4 złote za 40 km drogi). To była taxi colectivo, czyli ma wejść pełny samochód, a kierowca będzie się zatrzymywał na każdym przystanku, aż nie uzbiera. Wsiadłam na przód i pytam się go czy zapiąć pas.
- Nie, señorita, tutaj wchodzą dwie osoby.
A z tyłu cztery, jak są szczupłe. Łącznie takie taksówki jadą obładowane po 6 lub 7 osób - trzy z przodu i trzy lub cztery z tyłu. Widziałam takie przypadki nie raz, i to tuż pod okiem policjantów. Tak to po prostu działa. Do mnie na przednie siedzenie już przy samym wjeździe do wioski też dosiadł się chłopiec wracający ze szkoły.
Po przyjeździe poszłam szukać domu. Brama zamknięta, ale w mig zjawiła się niziutka, 150cm, señora. Zaprowadziła mnie do mojego pokoju, to takie bardzo tradycjonalne gospodarstwo. Można powiedzieć agroturystyka (tkają ręcznie i na maszynach tkackich różne tradycyjne wyroby, głównie dywany i małe dywaniki, ale też torebki, portfele, ubrania), ale gospodarstwo było bardziej brudne niż zadbane. Dużo błota, są kury, stado kóz, trzy duże psy, które dają się zagłaskiwać, duże pająki też oczywiście są. Nawet mają byka!!!! Widziałam go!!! Ale to bydle jest wielkie. Wieczorem przyszedł syn tej Señory, Celestino i zapytał, czy chcę z nim pojechać po konia, a potem na tym koniu przejechać się na paradę z okazji Święta Niepodległości. OK. Wzięliśmy samochód (taki co miał strażnik z Teksasu), i pojechaliśmy... W góry. A zrobiło się strasznie ciemno. A my nadal w te góry, gigantyczne góry, coraz dalej od cywilizacji, żadnych domów, światła, nic. No, miałam trochę stracha ;) Zastanawiałam się czy mnie wywiezie i zabije czy coś innego. Za nami biegły dwa psy, żeby nam potowarzyszyć. Gdyby nie było ciemno, myślę, że bardziej mogłabym popodziwiać te piękne zbocza górskie. Zakochałam się w nich. Nawet minęliśmy dużą tamę. Dotarliśmy do pastwiska koni, zabraliśmy klacz, przymocowaliśmy do samochodu i wracaliśmy bardzo powoli, żeby sobie biegła za samochodem. Co rusz wyglądałam przez okno, bo śmiesznie to wyglądało xD







Cdn.
P.S. Mam nowy numer meksykański, który DZIAŁA i Internet też. +52 951305 5172

Cd.
Niestety, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, nie pojechałam na defiladę na koniu :( Była już noc i koń by mógł się przestraszyć w którymś momencie. Defilada to pochód dzieci z różnych szkół i dorosłych z lampionami w kolorach Meksyku, grając na bębnach i instrumentach dętych blaszanych. Cały pochód kończył się na rynku, na scenie czekali już mariachi i grali swoje piosenki. Później wrzucę video.
P.S. Zapomnialam napisac, ze w miasteczku padl prad, wiec wszystko odbywalo sie zupelnie po ciemku. Moja latarka przeszla sprawnie pierwsze testy :) Ponizej mariachi.. a raczej ich muzyka.












Następnego dnia łapałam taxi crucero do Oaxaki (wyższy poziom ogarniania, bo musisz się zapytać ludzi w wiosce, gdzie zazwyczaj zatrzymują się taksówki, bo nie ma przystanków. Potem się okazało, że tego dnia taksówki dojeżdżają tylko głównej ulicy i trzeba łapać kolejną). Jako, że w mieście nie wiedziałam, gdzie wysiąść, dojechałam na ostatnią stacje, jakieś 30min drogi od zócalo (rynku). Kupiłam torebkę obranych i pokrojonych mango posypanych papryką i poszłam... Na zócalo zwiedziłam wiele, ale nie wszystko. Gdy już miałam wieczorem wracać do wioski, natknęłam się na Evera, młodego 25-letniego, chłopaka, który sprawił, że Oaxaca zaczęła mi się bardziej podobać^^ Zabrał mnie do Casa del Mezcal (kultowe miejsce, w którym pije się mezcal, czyli tequile), z wieloma pięknymi malowidłami historii Zapoteków. Aha, zapomniałam dodać, że tutaj ludzie są potomkami Zapoteków i mówią w zapoteco. Kobiety mają średnio 145-150cm wzrostu, mężczyźni ok. 160cm. Baaaaardzo dużo osób jest tak niziutka. Z racji, że robiło się już późno, pojechałam do domu, ale Ever zaproponował mi, żebym przyjechała następnego dnia, zostawiła mój superciężki plecak w agencji turystycznej jego kolegi i poszła z nim na miasto.
Poszliśmy! Przyjechałam, zostawiłam plecak, zabrał mnie na pyszną mrożoną kawę z Oaxaki, potem spróbować kolejnego tutejszego dania - Tlayuda - i regionalnego piwa pszenicznego. Wspięliśmy się na punkt widokowy z muralami Zapoteków, gdzie na szczycie tańczyliśmy salsę, bo Ever okazał się być m.in. nauczycielem salsy. Myślałam, że nie umiem, ale jednak super się tańczyło!!!! Potem wróciliśmy po mój plecak i zaoferował się dźwigać go przez pół miasta na swoich plecach. Odstawił mnie na dworzec autobusowy, zapakował do autobusu i poszedł..
































N.Verde

Galeria

Zobacz też

Ciudad de México

11 września 2017

Ciudad de México

Jestem!!! Nie wiem wprawdzie jak tu trafiłam, ale mam własne łóżko i jestem. Nie działa mi w ogóle polski numer, nie wiem dlaczego. Kupiłam kartę meksykańską, ale też mi właśnie nie wyświetla sygnału...

Czytaj dalej →
Pasando el tiempo

13 września 2017

Pasando el tiempo

El Teotihuacán, centrum, Museo de Frida Kahlo, Coyoacán Przewspaniałe piramidy Azteków, w autobusie do kompleksu spotkałam pierwszego białego człowieka - Amerykanina, który o dziwo, potrafił coś nawet...

Czytaj dalej →
Villahermosa, Palenque

17 września 2017

Villahermosa, Palenque

O 19:00 mam autobus do Villahermosa, stan Tabasco. Adres: *** Czas przejazdu: ok.14h. Ależ mi się trafiło: mieszkanie na zamkniętym i  strzeżonym osiedlu, Rezydencja Jaguara. Strasznie trudno tu dojec...

Czytaj dalej →
Mérida, Uxmal, Progreso

20 września 2017

Mérida, Uxmal, Progreso

Kurs Mérida. Autobus z Villahermosa odjeżdża o 21:40, czas przejazdu ok.9h. Pragnę dodać, że autobusy, którymi tutaj jeżdżę są lepsze niż w Polsce, rzekłabym nawet, o podwyższonym standardzie. Wielkie...

Czytaj dalej →

← Wszystkie wpisy

Kolejna podróż

1 900 PLN z 5 000 PLN

Wesprzyj podróż →