14 września 2017
Oaxaca y Teotitlan del Valle
W Internecie do znalezienia jako: Dixza rugs and organic farm, bo gospodarze prowadzą sklep z ręcznie robionymi dywanami oraz wynajmują pokoje na airbnb.
Może być tam problem z Internetem, więc chyba nie będę pisać przez kolejne 2-3 dni.
Obrzeża Mexico City (sorry za scieżkę dźwiękową, ale akurat leciała bajka w tle^^ ;):
Droga do Oaxaki była najpiękniejszą drogą, jaką widziałam w ciągu całego swojego życia i mówię to bez wahania. Po drodze widziałam dwa wulkany, o których znam już legendę, widziałam najpiękniejsze górskie pasma, płaskowyże, urwiska, bujną roślinność, wszystko. Zrobiłam chyba 100 zdjęć samego krajobrazu, który ciągle ewoluował. Tam było tak wspaniale. Warto było wybrać się do Oaxaki. Zdjęcia nie oddają...
No i te drugie - colectivos-, których się wzbraniałam, bo nie bardzo rozumiałam, że jak to to tak. Było ich pełno i zanim załapałam, jak działa cały system znowu minęło 20min. Podjeżdżają pod krawężnik i jak mają miejsce, to trąbią. Jak nie, jadą dalej. Po bokach samochodu lub z przodu (trzeba być spostrzegawczym) mają nazwę miejscowości docelowej, do której jadą. Ja oczywiście najpierw łapałam co leci, a oni kręcili głowami "No señorita, to nie po drodze, chyba, że extra za 300 pesos". Pan policjant jednak, który stał obok i widział moją desperację złapał mi taxi do Teotitlan del Valle, zapłaciłam 20 pesos (4 złote za 40 km drogi). To była taxi colectivo, czyli ma wejść pełny samochód, a kierowca będzie się zatrzymywał na każdym przystanku, aż nie uzbiera. Wsiadłam na przód i pytam się go czy zapiąć pas.
- Nie, señorita, tutaj wchodzą dwie osoby.
A z tyłu cztery, jak są szczupłe. Łącznie takie taksówki jadą obładowane po 6 lub 7 osób - trzy z przodu i trzy lub cztery z tyłu. Widziałam takie przypadki nie raz, i to tuż pod okiem policjantów. Tak to po prostu działa. Do mnie na przednie siedzenie już przy samym wjeździe do wioski też dosiadł się chłopiec wracający ze szkoły.
Po przyjeździe poszłam szukać domu. Brama zamknięta, ale w mig zjawiła się niziutka, 150cm, señora. Zaprowadziła mnie do mojego pokoju, to takie bardzo tradycjonalne gospodarstwo. Można powiedzieć agroturystyka (tkają ręcznie i na maszynach tkackich różne tradycyjne wyroby, głównie dywany i małe dywaniki, ale też torebki, portfele, ubrania), ale gospodarstwo było bardziej brudne niż zadbane. Dużo błota, są kury, stado kóz, trzy duże psy, które dają się zagłaskiwać, duże pająki też oczywiście są. Nawet mają byka!!!! Widziałam go!!! Ale to bydle jest wielkie. Wieczorem przyszedł syn tej Señory, Celestino i zapytał, czy chcę z nim pojechać po konia, a potem na tym koniu przejechać się na paradę z okazji Święta Niepodległości. OK. Wzięliśmy samochód (taki co miał strażnik z Teksasu), i pojechaliśmy... W góry. A zrobiło się strasznie ciemno. A my nadal w te góry, gigantyczne góry, coraz dalej od cywilizacji, żadnych domów, światła, nic. No, miałam trochę stracha ;) Zastanawiałam się czy mnie wywiezie i zabije czy coś innego. Za nami biegły dwa psy, żeby nam potowarzyszyć. Gdyby nie było ciemno, myślę, że bardziej mogłabym popodziwiać te piękne zbocza górskie. Zakochałam się w nich. Nawet minęliśmy dużą tamę. Dotarliśmy do pastwiska koni, zabraliśmy klacz, przymocowaliśmy do samochodu i wracaliśmy bardzo powoli, żeby sobie biegła za samochodem. Co rusz wyglądałam przez okno, bo śmiesznie to wyglądało xD
Cdn.
P.S. Mam nowy numer meksykański, który DZIAŁA i Internet też. +52 951305 5172
Cd.
Niestety, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, nie pojechałam na defiladę na koniu :( Była już noc i koń by mógł się przestraszyć w którymś momencie. Defilada to pochód dzieci z różnych szkół i dorosłych z lampionami w kolorach Meksyku, grając na bębnach i instrumentach dętych blaszanych. Cały pochód kończył się na rynku, na scenie czekali już mariachi i grali swoje piosenki. Później wrzucę video.
P.S. Zapomnialam napisac, ze w miasteczku padl prad, wiec wszystko odbywalo sie zupelnie po ciemku. Moja latarka przeszla sprawnie pierwsze testy :) Ponizej mariachi.. a raczej ich muzyka.
Następnego dnia łapałam taxi crucero do Oaxaki (wyższy poziom ogarniania, bo musisz się zapytać ludzi w wiosce, gdzie zazwyczaj zatrzymują się taksówki, bo nie ma przystanków. Potem się okazało, że tego dnia taksówki dojeżdżają tylko głównej ulicy i trzeba łapać kolejną). Jako, że w mieście nie wiedziałam, gdzie wysiąść, dojechałam na ostatnią stacje, jakieś 30min drogi od zócalo (rynku). Kupiłam torebkę obranych i pokrojonych mango posypanych papryką i poszłam... Na zócalo zwiedziłam wiele, ale nie wszystko. Gdy już miałam wieczorem wracać do wioski, natknęłam się na Evera, młodego 25-letniego, chłopaka, który sprawił, że Oaxaca zaczęła mi się bardziej podobać^^ Zabrał mnie do Casa del Mezcal (kultowe miejsce, w którym pije się mezcal, czyli tequile), z wieloma pięknymi malowidłami historii Zapoteków. Aha, zapomniałam dodać, że tutaj ludzie są potomkami Zapoteków i mówią w zapoteco. Kobiety mają średnio 145-150cm wzrostu, mężczyźni ok. 160cm. Baaaaardzo dużo osób jest tak niziutka. Z racji, że robiło się już późno, pojechałam do domu, ale Ever zaproponował mi, żebym przyjechała następnego dnia, zostawiła mój superciężki plecak w agencji turystycznej jego kolegi i poszła z nim na miasto.
Poszliśmy! Przyjechałam, zostawiłam plecak, zabrał mnie na pyszną mrożoną kawę z Oaxaki, potem spróbować kolejnego tutejszego dania - Tlayuda - i regionalnego piwa pszenicznego. Wspięliśmy się na punkt widokowy z muralami Zapoteków, gdzie na szczycie tańczyliśmy salsę, bo Ever okazał się być m.in. nauczycielem salsy. Myślałam, że nie umiem, ale jednak super się tańczyło!!!! Potem wróciliśmy po mój plecak i zaoferował się dźwigać go przez pół miasta na swoich plecach. Odstawił mnie na dworzec autobusowy, zapakował do autobusu i poszedł..