01 kwietnia 2024
Kampong Cham
Kolejne dwa dni są pełne przygód. Po wyjeździe z Siem Reap zachorował nasz motorek. Przestało mu działać sprzęgło. W całym nieszczęściu jest jednak głupi traf. Zepsuło się w małej wiosce, gdzie lokalni zaholowali nas tuk-tukiem na lince do mechanika. Ten orzekł wymianę okładzin za 50k rialów khmerskich, czyli ok. 50 złotych polskich. Przelicznik KHR do PLN jest bowiem niemal 1:1, tylko trzeba uciąć niepotrzebne zera. Odczekaliśmy w upale ponad 40stopniowym na naprawę. Pojechaliśmy dalej, po czym ok. 50km dalej na stacji benzynowej znowu ów sprzęgło nie działało i po raz drugi zostaliśmy zdani na łaskę losu. Po drugiej strony ulicy był mechanik samochodowy. Czterech "chłopa" patrzyło się i oglądało nasz motorek z każdej strony, coś tam rozdłubali, zaczęło cieknąć paliwo, zepsuło się odpalanie, po czym orzekli, że mamy łapać linkę i zaholują nas do innego mechanika ;-) Tym razem trafiliśmy już jednak do specjalisty. Pan wymienił nam rozrusznik, więc odpalanie śmiga na sto dwa. Przeczyścił porządnie gaźnik i kilka innych elementów, więc paliwo już nie cieknie. Rozkręcił silnik na pół, sprawdził sprzęgło, wymienił okładziny (po które musiał pojechać do najbliższego miasteczka, bo nie miał takich na stanie), przejechał się dwa razy, dokręcił wszystkie elementy i nasz motorek znów śmiga radośnie khmerskimi drogami.
Niestety, w tym samym czasie, dopadła i mnie choroba "roztopionego w soku lodu". Było strasznie. Musieliśmy zatrzymać się w większej miejscowości przy Mekongu o nazwie Kampong Cham, gdzie w tanim hotelu cierpiałam całą noc. Nad ranem nie miałam sił na dalszą drogę, więc Witek postanowił zapewnić mi komfortowe warunki na "umieranie" i przeniósł nas do najlepszego hotelu w mieście. Na bogato. Po całym dniu w klimatyzowanym pokoju ze wszystkimi możliwymi udogodnieniami, widokiem na Mekong z 9-go piętra, chińskim basenem, sky barem, miłą obsługą i śniadaniem w cenie, wróciłam cudownie do formy.
Btw. Chińskie spa charakteryzowało się m.in. tym, że dwa baseny miały kolosalnie różne temperatury wody. W pierwszym wynosiła ona 44°C i przypominała wrzątek, w drugim ok. 13°C i raziła lodowatym zimowym Bałtykiem.
Teraz wyruszamy na granicę kambodżańsko- wietnamską w miejscowości Xa Mat, po czym przejedziemy całkiem spory odcinek do Hoi An. Zapewne rozbijemy go na dwa kolejne dni.
N. Verde