07 kwietnia 2024
Hanoi
Nasza podróż zbliża się już wielkimi krokami ku końcowi. Zostało zaledwie kilka dni do wyjazdu, a my nadal jesteśmy głodni i spragnieni zwiedzania i poznawania kolejnych przepięknych miejsc. Wietnam bardzo nam się podoba, a codziennych wrażeń jest naprawdę co nie miara.
Po odwiedzeniu prowincji Da Nang, zdecydowaliśmy się zakupić bilety autobusowe na nocny sypialniany autobus. Ten zabrał nas z Hue do Hanoi w niecałe 11 godzin, z postojem na wliczoną w cenę, kolację. W najśmielszych snach nie przypuszczaliśmy, że będzie opcja przetransportowania w luku bagażowym naszego mechanicznego "Wierzchowca", ale gdy tylko dowiedzieliśmy się, że to "standard" w Wietnamie, długo się nie wahaliśmy. Pozwoliło nam to zaoszczędzić jakieś dwa dni podróży!
Dziś o 5-tej rano wysadzono nas na obrzeżach Hanoi, po czym pojechaliśmy do hotelu zostawić nasze wszystkie bagaże, które po każdej kolejnej odwiedzonej miejscowości, coraz bardzo przypominają lokalny handel obwoźny ;) Gdy zatem tylko recepcjonista przetarł oczy ze zdumienia i pomógł nam ulokować na recepcji, ruszyliśmy na załatwianie sprawunków. A tych jest obecnie co nie miara.
Po drodze jeszcze zabrakło nam też paliwa i kolejnym już w naszej trasie dziwnym zrządzeniem losu, ni stąd ni zowąd, pojawił się przy nas kierowca Graba na skuterze, który zaoferował spuszczenie z własnego baku, żeby nas poratować. Dostaliśmy pół litra i starczyło nam na dojazd do najbliższej stacji.
Tak oto zaczął się mało szczęśliwy dla nas dzień i seria niefajnych wydarzeń. Na lokalnym targu odmówiono mi na dwóch stoiskach zakupu lokalnej jedwabnej bluzeczki i za bardzo nie wiemy, z jakiego powodu. Stoisko nie wyglądało na sprzedaż hurtową, więc obstawiamy, że jest tu pewna kategoria ubrań, które są "tylko dla lokalnych". Później kłóciliśmy się "z wredną babą parkingową" o to, że nie dała nam biletu wjazdu przy opłacie, a wyjeżdżając zażądała jego okazania i nie chciała nas wypuścić. Nie wpuszczono nas także na teren Mauzoleum Ho Chi Minha ze względu na nieodpowiedni ubiór (szorty). A gdy tylko wykończeni ulicznym rekonesansem sklepów z odzieżą sportową, zapragnęliśmy udać się na... pizzę (!), bo lekko przejadły nam się te wszystkie potrawy z makaronu, ryżu i zup, to czas oczekiwania przy zajętych 3 stolikach (włącznie z naszym) przekroczył ponad 40 minut xD Całe szczęście, zrobiła się wtedy 14-ta godzina i mogliśmy wrócić do hotelu na odpoczynek.
Cdn.