20 listopada 2017
Potosi
Weszliśmy do kopalni, gdzie ówcześni górnicy pracują tak samo jak w XV wieku - prawo pracy tu nie działa, a rząd, który jest właścicielem kopalni nie interesuje się ich warunkami. Od XV w. zginęło tu już 8 mln ludzi i giną w dalszym ciągu.
Do pracy przyjmowani są nastolatkowie już od 14 roku życia, pracują w jeansach i koszulkach, jak sobie załatwią to będzie kask, lampa i gumowce. Do wydobycia surowca używają dynamitu - przed wejściem do kopalni, przewodnik zabrał nas na obowiązkowe zakupy dla górników, kupiliśmy im po lasce dynamitu z lontem za 30 boliviano (ok.15 zł), liście koki, które żują cały dzień by nie czuć głodu i lepiej znosić warunki pod ziemią oraz słodkie napoje, które mieszają z ichniejszą wódką, pitą pod ziemią w dużych ilościach.
Średnio wydobywają w 2-3 osoby ok. 10 wagoników kruszcu każda po 2 tony. Często muszą wąskimi przesmykami nosić na plecach worki po 50kg.
Chodziliśmy wąskimi korytarzami pełnych dymu ze skał między tymi młodymi chłopakami (biuro płaci im jakiś procent, więc pozwalają wpuszczać turystów i fotografować się przy pracy), chodziliśmy na wąskich deskach nad przepaścią po 15m, czołgaliśmy się pod świeżo wykutymi skałami, schodziliśmy w dół po drabinach długości 20m, którym w środku brakowało szczebla.. A wszystko to w dość lichym świetle naszych czołówek.
Wydobyty kruszec wywożony jest pociągami lub samochodami do Chile, które obrabia skały i rozdziela je na różne minerały: srebro, cynk, siarka, kobalt, kruszec podrabianego złota (pirate - fake gold?), a potem rozprowadza głównie do Kanady, Japonii i Chin.
Średnio górnik w kopalni zarabia między 3000 - 4000 boliviano (1600-2200 zł) za miesiąc pracy.