Przejdź do treści
Al otro lado del mar
Sagada

15 grudnia 2024

Sagada

Poranna pogoda w Banaue była bardzo deszczowa, a górskie tarasy ryżowe całe zaparowane - jak to w górach. Złapaliśmy trycykla z hotelu do głównego punktu informacji miejskiej (brak terminala autobusowego), skąd przeszliśmy się jeszcze na śniadanie do pobliskiej kawiarni o pięknej nazwie 7th Heaven, z widokiem na tarasy. Potem wsiedliśmy do vana, który tutejszym zwyczajem - pojedzie jak się zapełni, więc czekaliśmy w środku przeszło 2 godziny. Niestety kierowca oznajmił nam, że nie pojedzie do Sagady, bo jest za mało osób, ale wysadzi nas w Bontoc, skąd bez problemu przesiądziemy się na jeepneya do Sagady. Tak też zrobiliśmy i po ok. 2,5h byliśmy w miejscu docelowym. 

Od razu udało nam się odnaleźć lokalną informację turystyczną, która przechowała nam bagaże i w 5 minut zawołała nam przewodnika. Pierwszą i chyba największą atrakcją Sagady są bowiem wiszące trumny "hanging coffins". Jest to tradycja stworzona w latach 60-tych ubiegłego wieku i wydaje się, że dość.. jednorazowa. Od tamtego czasu bowiem zbyt wielu osób już w ten sam sposób nie pochowano, a obecnie też już się nie chowa. Trumny zawieszone są w pozycji poziomej na skałach, podtrzymywane metalowymi prętami od dołu. Większość z nich jest rozmiarów dorosłego człowieka, niektóre mniejsze, bardziej kwadratowe. Nie są to jednak trumny dziecięce, tylko osób złożonych do pozycji narodzin - czyli embrionu, jako że tutejsza ludność wierzyła że powinno się odejść tak jak się urodziło. W miejscowości jest kilka miejsc, w których zawieszone są trumny, jednak dla turystów dostępne jest tylko jedno, zaraz przy głównym kościele, ok. 15 minut pieszo od centrum informacji. W teorii można by było dojść sobie tam samemu, ale od ok. dwóch lat lokalna rada wprowadziła nakaz wynajęcia przewodnika, którego obecność kosztowała nas 300 peso filipińskich (ok. 20 PLN). Ponadto przejścia do trumien strzeże warta czterech kobiet w budce strażniczej, w której dodatkowo pobierają myto 10 peso od osoby.

Drugą dużą atrakcją Sagady są trzy podziemne jaskinie. My zdecydowaliśmy się jedynie na pierwszą, najbardziej popularną z nich: Sumaging Cave. Przewodnik zadzwonił po prywatny transport i podjechaliśmy pod główne wejście. Od pierwszych kroków w dół zaczęło nas dziwić, że nie dostaliśmy żadnych kasków ani choćby podstawowego osprzętu, a wszystkich turystów wpuszczają jak leci, nie przejmując się bezpieczeństwem. Kamienie były tak niesamowicie śliskie, że moje buty trekkingowe z antypoślizgową podeszwą bez problemu ślizgały się po nich jak na zwykłym lodowisku. Do tego jedynie przewodnik miał w plecaku duży reflektor, który wyciągnął po paru metrach, gdy weszliśmy już do środka i panował kompletny mrok, a z góry słychać było piski nietoperzy. Wyminęliśmy liczną grupkę filipińskich turystów przed nami i schodziliśmy coraz bardziej w dół, chowając przy tym telefony do kieszeni, i starając się nie skręcić kostek. Co parę metrów zatrzymywaliśmy się i przewodnik pokazywał nam ciekawe formacje skalne: stalaktyty lub stalagnaty, gdzie robił nam prześwietlone reflektorem zdjęcia :) Po pewnym czasie dotarliśmy do miejsca, w którym przewodnik zaordynował nam ściągnąć buty. Od tego momentu zaczynał się podziemny potok, który przepływał po gładkich skałach i musieliśmy iść po nich boso. O dziwo, skały te w ogóle nie były śliskie, a nasze stopy miały doskonałą przyczepność nawet stąpając po wodzie i schodząc stromo w dół! W pewnym miejscu była nawet podczepiona lina, którą musieliśmy się trzymać, żeby zejść niżej. Całe wnętrze było bardzo piękne, skały przyjemne, jaskinia nie za bardzo chłodna ani nie zimna. Wilgotność na przyjemnym poziomie. Woda krystalicznie czysta i rześka. Moim zdaniem jednak, wejście do tej jaskini powinno być z przynajmniej podstawowym sprzętem, kaskiem i choćby kilkoma barierkami w najniebezpieczniejszych miejscach, tak na pewno zorganizowano by to w Europie, a i zapewne nie byłaby to atrakcja dla każdego chętnego. 

Po wyjściu udaliśmy się na obiad do polecanego lokalu o ciekawej nazwie- Yoghurt House (serwującym oprócz normalnych dań, także jogurty z owocami na deser), a potem znaleźliśmy na szybkości przyjemny hotel.






***

N.Verde

Galeria

Zobacz też

12 grudnia 2024

PEK - MNL

 13 grudnia w nocy dotarliśmy do Manili na Filipinach, naszego docelowego kraju podróży. Na lotnisku zeszło nam nieco więcej czasu niż zakładaliśmy, więc dopiero koło 3 nad ranem udało nam się dotrzeć...

Czytaj dalej →
Banaue

14 grudnia 2024

Banaue

 Z Manili udaliśmy się do górskiego regionu Ifugao, a konkretniej do miejscowości Banaue. To stąd można nabyć wycieczki lokalnymi trzykołowymi tuk tukami na najpiękniejsze tarasy ryżowe w Batad i okol...

Czytaj dalej →
Vigan

15 grudnia 2024

Vigan

 Wyruszamy o 7mej rano z Sagady i łapiemy lokalnego cheepneya do pobliskiej miejscowości Bontoc, która pełni rolę centrum przesiadkowego. To wyrażenie szybko styka się w naszym przypadku z problematyc...

Czytaj dalej →
Baguio

17 grudnia 2024

Baguio

Udaliśmy się do Baguio głównie z powodów przesiadkowych, żeby następnego dnia złapać autobus na lotnisko w Clark. Samo miasto jest nazywane Letnią Stolicą Filipin, gdzie przyjeżdżają rządzący krajem n...

Czytaj dalej →

← Wszystkie wpisy

Kolejna podróż

1 900 PLN z 5 000 PLN

Wesprzyj podróż →