Przejdź do treści
Al otro lado del mar

12 grudnia 2024

PEK - MNL

 13 grudnia w nocy dotarliśmy do Manili na Filipinach, naszego docelowego kraju podróży. Na lotnisku zeszło nam nieco więcej czasu niż zakładaliśmy, więc dopiero koło 3 nad ranem udało nam się dotrzeć do hotelu. Rano szybkie śniadanie i spacer do miejsca wynajmu skuterów. Tu spotkała nas niespodzianka, ponieważ nie było żadnego wolnego, co nieco pokrzyżowało nam plany podróży. Całe szczęście dość szybko potrafimy się dostosować do sytuacji i chwilę później mieliśmy już nowy plan. Wróciliśmy na check-out do hotelu i od razu w drogę na terminal autobusowy po bilety. Droga trwała ponad godzinę, a to tylko jakieś 7 kilometrów.. Niestety korki w Manili były nam już zapowiedziane przed przylotem. Na terminalu zaopatrzyliśmy się w bilety na kurs nocny i postanowiliśmy spędzić pozostałe nam kilka godzin na zwiedzenie w stolicy słynnego Cmentarza Północnego i Chińskiego.

Katolicki Cmentarz Północny zyskał swoją sławę z faktu, że wśród Miasta Umarłych tętni życiem drugie - Miasto Żywych. Niestety żyją na nim ludzie tak bardzo ubodzy, że dosłownie, zamieszkują po prostu otwarte i niestrzeżone grobowce rodzinne.  Niektórymi ponoć się nawet opiekują. Na pierwszy rzut oka trochę się przestraszyłam wchodzić na teren tego cmentarza: tutaj ktoś sprzedaje kwiaty, tutaj ktoś gotuje gar ryżu przy pomniku, dzieci biegają, psy się załatwiają na środku ulicy, która przebiega przez środek nekropolii. Po chwili zostaliśmy zaczepieni przez grupkę młodych dzieciaków pytających czy chcemy mieć przewodników. Potem cały czas zastanawialiśmy się czy te chłopaki naprawdę oprowadziliby nas za darmo, bo w żadnym momencie nie sprawiali wrażenia czekających na pieniądze. Zabrali nas do głównej atrakcji cmentarza -  wielkiej łodzi. "We'll take you to the big boat", mówili. Abstrakcja goniła abstrakcję. Byliśmy święcie przekonani, że będą chcieli nas wyciągnąć z głównej ulicy cmentarnej w jakieś poboczne grobowce i okraść do cna, ale ciekawość i wrodzona intuicja pchała nas do przodu, żeby za nimi podążyć. Tak oto po kilkunastu alejkach trafiliśmy do grobowca z betonu w kształcie.. Wielkiej Łodzi. Chłopaki cieszyli się co nie miara, że nas tam zaprowadzili. Wdrapaliśmy się z nimi na "drugie piętro" i podziwialiśmy pozostałe nagrobki z góry. W międzyczasie okazało się, że jeden z nich ma urodziny, więc wyjęłam zakupioną chwilę wcześniej w sklepie, paczkę ciastek i mu ją podarowałam. Takiej szczerej radości jak u tego dziecka, dawno już nie widziałam u nikogo w Krakowie.. Licząc się z nietaktem, zapytaliśmy czy pokażą nam, gdzie mieszkają. Z chęcią przystali na propozycję i zaczęli prowadzić w swoje "rodzinne strony". Po przejściu paruset metrów przedstawili nam swoją babcię, która ugotowała garnek strawy jakimś innym dzieciom wokoło, a kilka nagrobków dalej doszliśmy do większego grobowca z kratami, w którym zastaliśmy rodziców i rodzeństwo solenizanta. Z dumą i uśmiechem wskazał nam jeden z trzech sarkofagów z kamienia, na którym śpi. Oprócz paru kartonów, dwóch patelni, kilku plastikowych naczyń i paru suszących się ubrań nie było tam nic więcej.

Wychodząc z tamtej alejki minęliśmy jeszcze jakąś wspólnotę śpiewającą w kółko, wydawali się jednymi z lokalnych.

Na koniec daliśmy chłopakom trochę pieniędzy za pełne wrażeń oprowadzanie. Zdziwiło nas bardzo to, że każdemu chcieliśmy coś dać, jednak pozostali solidarnie powiedzieli, że "solenizant bierze wszystko". Gdy już świeżo upieczony - czternastoletni - Jay B, wziął od nas całą sumę, wszyscy poczekali grzecznie aż odejdziemy, po czym dopiero zza drzewa zaczęli skakać z radości w podskokach i liczyć swój zarobiony napiwek.

Niedaleko wyjścia z Katolickiego Cmentarza, znajdowała się boczna brama do strzeżonego Cmentarza Chińskiego. Wstęp oczywiście był również za darmo, ale strzegł go strażnik, któremu za punkt honoru nie przyszłoby wpuszczenie nikogo do pomieszkiwania. Ten chiński cmentarz to tak naprawdę duża dzielnica dwupiętrowych grobowców, które były pozamykane na kłódki, czasami z zasuniętą kratą. Wszystkie bardzo zadbane i puste w środku. Na tym cmentarzu oprócz nas i dwóch mijanych osób, nie było nikogo.

***

N. Verde

Zobacz też

12 grudnia 2024

Phillipines: Kraków - BUD - PEK

Nocą 8 grudnia na dzień po zakończonym weselu kuzynki, wyruszyliśmy w drogę do Budapesztu, by rozpocząć dalekie wschodnie wojaże w Pekinie, przemianowanym w języku międzynarodowym na lokalne Beijing.

Czytaj dalej →
Banaue

14 grudnia 2024

Banaue

 Z Manili udaliśmy się do górskiego regionu Ifugao, a konkretniej do miejscowości Banaue. To stąd można nabyć wycieczki lokalnymi trzykołowymi tuk tukami na najpiękniejsze tarasy ryżowe w Batad i okol...

Czytaj dalej →
Sagada

15 grudnia 2024

Sagada

Poranna pogoda w Banaue była bardzo deszczowa, a górskie tarasy ryżowe całe zaparowane - jak to w górach. Złapaliśmy trycykla z hotelu do głównego punktu informacji miejskiej (brak terminala autobusow...

Czytaj dalej →

← Wszystkie wpisy

Kolejna podróż

1 900 PLN z 5 000 PLN

Wesprzyj podróż →