Przejdź do treści
Al otro lado del mar
Phu Quoc

21 marca 2024

Phu Quoc

 Wyspa powitała nas słoneczną pogodą. Na aklimatyzację nie było czasu, wychodząc z samolotu przez tzw. rękaw, dało się już odczuć mocny zaduch. Na miejscu było ok. 31°C, a my ubrani w adidasy, długie spodnie, bluzy z długim rękawem i kurtki nieprzemakalne.

Już na lotnisku byliśmy świadkami pierwszej "dzikiej" sytuacji. Stojąc w dłuuuuuugiej kolejce do okienka migracyjnego po pieczątkę w paszporcie, chcieliśmy się zapytać czy posiadając e-wizę dałoby się tę kolejkę nieco ominąć i pójść innym przejściem. Na co Pan Celnik trzymając już wcześniej wklepaną w tłumacz Googla formułkę pokazuje mi napis: "I have faster service. It's charged" - "Mam szybszy serwis. Za opłatą". Chcesz to masz. Frontem do klienta. Jednak nie skorzystaliśmy, nie w naszym zwyczaju (jeszcze;) przekupywanie państwowych urzędników. Postaliśmy sobie pół godzinki i - o dziwo- ten sam Pan Celnik, który w międzyczasie upolował czwórkę Polaków, znalazł się po ich obsłudze w nowo otwartej budce, siadł za biurko i obsługiwał naszą już-nie-taką-długą kolejkę.

Po wyjściu z lotniska czekał na nas boy hotelowy z wydrukowanym na karteczce moim nazwiskiem. Fajnie mieć bezpłatny transfer ;)

***

Po ulokowaniu bagaży, poszliśmy od razu załatwić podstawowe sprawunki i zrobić rekonesans. Standardowe czynności: wypłata lokalnej waluty z bankomatu (zawsze najtańsza opcja), zakup karty SIM z pakietem Internetu (tutaj pan sprzedawca policzył nam jedną kartę jak za dwie osoby;), lokalne jedzenie i plaża. Wieczorem z kolei miasteczko, świeże owocowe koktajle, targ nocny, promenada, pełno skuterów, bezdomnych psów, street fooda i hałasu.

***

Kolejny dzień zaczął się od hotelowego śniadania. Zjechaliśmy windą na parter, bo zwykle niedaleko lobby ulokowane są sale śniadaniowe. Tutaj poinformowano nas, że mamy wjechać na ostatnie piętro do Sky Baru. Widok był obłędny. Nasz hotel jest prawdopodobnie najwyższy w zasięgu kilometra, więc żadne budynki nie przysłaniały nam oceanu i pobliskiej przystani.

Hotel serwuje śniadania w formie azjatyckiej, więc na dzień dobry zjedliśmy zupę Pho z makaronem, tofu i wieprzowiną (która przeszła na inny talerz), a do tego różny wybór makaronów słodko-kwaśnych, warzyw ze świeżymi gałązkami ziół, smażony ryż etc. Kawa serwowana jest jako tzw. "siekiera". Z natury lubię mocne napoje, ale tutejsze esencje przypominają w smaku 100-krotne smolaste espresso. Na domiar złego Wietnamczycy nie znają chyba pojęcia mleka UHT, tylko dodają do kawy mleko kondensowane, jak u nas niegdyś z tubek dla dzieci. Zgroza! Szybko przeszliśmy zatem na świeże soki.

Następnie udaliśmy się na poszukiwania skutera do wynajęcia. Poszło lepiej niż się spodziewaliśmy. Za dwa dni zapłaciliśmy 200k dongów wietnamskich (32pln), można było dopłacić 100k dongów (16pln) za lepszy skuter, ale nie chcemy szastać pieniędzmi. Trochę podróży jeszcze przed nami.

Po zatankowaniu... (Tak, wydali nam skuter z niemal pustym bakiem), od razu udaliśmy się na zwiedzanie północnej części wyspy. Za pełny bak, ok. 4L zapłaciliśmy 16pln, które starczyło ostatecznie na ponad 150km. Pomijając różne lokalne plaże, które odwiedziliśmy trzy miejsca warte są wspomnienia.

1. Lokalne miasteczko Rach Ham, gdzie w okolicy portowej kupiłam sobie bransoletkę z pereł. Jako, że Wietnam słynie z farm perłowych, można tutaj zakupić w okazyjnej cenie naprawdę piękną biżuterię.

2. Plaża rozgwiazd (Starfish beach). Jedna z ciekawszych atrakcji na wyspie, która pojawia się we wszystkich mapkach i wycieczkach turystycznych. Niemniej dojazd do niej nie jest taki oczywisty jak nam się wydawało, bowiem plaża Starfish oznaczona w Google mapa to jedynie oznaczenie wioski, z której trzeba wziąć łódź. Za opłatą 100k dongów od osoby, lokalni rybacy na każdej działce zabierają turystów na wspomnianą plażę. Był to strzał w 10! Warto się wybrać, rozgwiazd przy brzegu jest naprawdę sporo.



3. Grand World Phu Quoc. Wybudowane przez wietnamskiego dewelopera ogromne miasto widmo w stylu historycznych europejskich kamienic. Niektóre nawet posiadały wieżyczki :) Przejeżdżając przez różne wioski i miasteczka na wyspie trudno kompletnie zrozumieć jak ktoś mógł postawić tak spektakularne osiedle ciągnące się przez kilka kilometrów względem głównej ulicy, w którym kompletnie nikt mieszka, a lokali usługowych jest dosłownie garsteczka..






***

Następnego dnia pojechaliśmy skuterem na południową część wyspy. W planach była druga (a może nawet pierwsza) atrakcją turystyczna nazwana Cable Car, czyli kolejka linowa rozciągająca się z Phu Quoc na kolejne małe wysepki archipelagu. Najwyższy szczyt zawieszenia kolejki to ok. 790m.

Do biletu w dwie strony otrzymujemy bezpłatne wejście do parku wodnego z mnóstwem zjeżdżalni oraz dostęp do przepięknej plaży z leżakami, hamakami i wiszącymi huśtawkami nad brzegiem. Po wyjściu z kolejki czuliśmy się dosłownie jak na filmowych Hawajach.














***

Po tej stronie wyspy można również odwiedzić prowadzone przez Amerykanów tzw. Kokosowe Więzienie, jedno z najokrutniejszych więzień w tej części regionu lub nawet na świecie. W Internecie można znaleźć zdjęcia ukazujące tortury, którym poddawani byli więźniowie wojenni i polityczni jeszcze do ok. lat 60-70tych ubiegłego wieku.. My jednak nie chcieliśmy się tam udawać by nie psuć sobie wakacyjnego nastroju po spędzonej połowie dnia na zjeżdżalniach.

Pod koniec dnia dotarliśmy jeszcze do Muzeum Pereł, prywatnego małego muzeum prowadzonego przez lokalną firmę uprawiającą perły na farmach oceanicznych oddalonych ok. 20km od lądu. Tam poznaliśmy miłego młodego sprzedawcę, który świetnie mówił po angielsku (to pierwsza napotkana osoba z komunikatywnym angielskim), zatem wykorzystaliśmy okazję do zadania mu wielu pytań o wietnamskie zwyczaje, które nas do tej pory nurtowały.

Np. Dlaczego Wonderland jest niezamieszkany? Odpowiedź: Bo znajduje się w północnej części wyspy, a to za daleko dla lokalnych mieszkańców. 

Hmmmm..

Które perły Wietnamczycy uznają za najcenniejsze? Odpowiedź: Wyłącznie czarne, bo białe są dość pospolite. Po czarnych są różowe.

Nota bene, w sklepach widzieliśmy też rzadkie pierścionki z niebieską czy ciemnozieloną perłą.



***

Nasz ostatni dzień zakończył się na relaksacyjnym masażu w jednym z lokali obok naszego hotelu.




***

N.Verde

Galeria

Zobacz też

23 lipca 2021

SJO-PTY-AMS-KRK

 Koniec wakacji, czas na powrot. Na lotnisku w Panamie tlok. Noszenie maseczek w kazdej przestrzeni publicznej pozostaje 24/7 obligatoryjne.***N. Verde

Czytaj dalej →
KTW-PQC

18 marca 2024

KTW-PQC

 Attention please! ;)Po długim okresie spokojnego życia na lądzie, przyszedł czas wyruszenia w kolejną zamorską podróż.  Towarzyszyć będzie mi Witek, mój zeszłoroczny i żądny przygód nabytek.Planowany...

Czytaj dalej →
Rach Gia

22 marca 2024

Rach Gia

 Po wymeldowaniu z hotelu zamówiliśmy taksówkę przez tutejszą aplikację Grab i przejechaliśmy nią na terminal promowy położony we wschodniej części wyspy. Stamtąd po 2h oczekiwania, wsiedliśmy na prom...

Czytaj dalej →
Rach Gia - Ho Chi Minh (Sai Gon)

22 marca 2024

Rach Gia - Ho Chi Minh (Sai Gon)

 Rano przeszliśmy się na śniadanie do lokalnej kawiarni za rogiem. O dziwo miasto to jest całkiem spore i sprawia wrażenie bogatego, zatem sami mieszkańcy często jadają na mieście. Jako turyści z Zach...

Czytaj dalej →

← Wszystkie wpisy

Kolejna podróż

1 900 PLN z 5 000 PLN

Wesprzyj podróż →