26 czerwca 2021
Manuel Antonio
Manuel Antonio pełen przygód.
W deszczowy piątek, gdy lało jak z cebra ja spacerowałam po jednym z najpiękniejszych Parków Narodowych Kostaryki o tej samej nazwie. A tam uciekałam przed wrednymi małpami, które chciały mi:
a) ukraść parasol
b) ukraść torebkę szukając w niej jedzenia
c) pogryźć mnie
Niepotrzebne skreślić.
***
W sobotę o 7:00 rano zameldowałam się punktualnie w miejscu spełniającym marzenia. Po podpisaniu kilku przyprawiających o zawrót głowy papierków, założeniu mi szelek i poznaniu drugiego szczęśliwca do pary - zapakowaliśmy się z instruktorami do małego samolotu i wzniesieliśmy ponad otaczające pas startowy plantacje platanów. Potem widok na wspaniałe wybrzeże, pasmo przejrzystej laguny i oceanu, zakręt nad oceanem i powrót w stronę linii brzegowej oraz Parku Narodowego Manuel Antonio. Una maravilla. Około 15 minut później siedziałam w pełni zapięta z instruktorem na moich plecach i czekałam na sygnał wypakowania nóg na mały podest z boku samolotu. Potem poszlo już szybko, nie było czasu na myślenie. Głowa do góry i lecimy. Jakieś 10 sekund swobodnego spadania, otwarty spadochron, balansowanie, podziwianie widoków, lądowanie na tyłku na naszym lotnisku i po zabawie. Łącznie jakieś 18 minut niezapomnianych do końca życia wrażeń xD
***
N.Verde