06 maja 2018
KIX-FRA-KRK
W samolocie z Japonii dostałam miejsce w pasie środkowym obok niemowlęcia 5-miesięcznego i jak usiadłam to sobie pomyślałam "Gorzej juz byc nie może!", po czym zaraz obok mnie dosiadła sie Japonka z drugim dzieciakiem 1 rok 7 miesięcy i moja mina już totalnie wskazywała potężną dawke stresu, nieszczęścia i blagania "zabierzcie mnie stad!!!". Dzieci bowiem w samolocie to wcale nie taki dobry pomysł jak sie wielu rodzicom wydaje. Ale ale ale, to jeszcze nie koniec^^ Zapięłam pas, zaczęło sie kołowanie i zaraz po mojej lewej rozegrały się płacze... kolejnej dwojki niemowląt, zaraz na miejscach pod oknem. Siedziałam w rzedzie z czterema bachorami, po czym ojciec tego 5-miesiecznego niemowlęcia zaczął mnie na wstępie przepraszać na "ewentualne" niedogodności i od razu uspokajać, że jego maleństwo to takie spokojne. Dało sie poznać - w trakcie odrywania się od ziemi wybuchnęło natychmiast 10-minutowym płaczem.
Na domiar wszystkiego często podczas lotu byłam totalnie pomijana przez stewardessy, które skupialy się głównie na rodzicach i maluchach, a potem zapominały już mnie zapytac albo zabrac ode mnie kubek etc.
A poza tym jest wszystko pięknie ;-)
Tak żegnał nas kapitan Pikachu na lotnisku Kansai: