Przejdź do treści
Al otro lado del mar
Tokyo

30 kwietnia 2018

Tokyo

Dotarliśmy! Cali i zdrowi, a to najważniejsze :) Na wstepie jednak mamy -1 dzien na zwiedzanie, czyli tylko półtora dnia. Pierwszego pojechaliśmy zobaczyć swiatynie Sensō-ji i Asakusa oraz poszliśmy na całkiem dobre jedzenie: udon (zupa z grubym makaronem, surowym jajkiem i masą dodatków) albo jakis ryz z jajkiem i dziwnymi kiszonymi warzywami.
-Adrian, pamietasz, jak się nazywalo Twoje danie?
-....Ja nawet nie wiem, jak się nazywalo :)








Mamy też masę przygód w metrze, bo poruszanie się po Tōkyō jest nieco wyzwaniem. Nie zawsze tez wiemy, na którym bilecie pojechać (mamy do tego celu az dwa). Kilka razy zaczepili nas sami Japończycy i oferowali swoja pomoc.
Pierwszego dnia na szybko zwiedzilismy też Shibuya Crossing, czyli najbardziej zatłoczone skrzyżowanie na swiecie (albo w samym Tōkyō xD), możecie tez je kojarzyc z filmów.
W dniu nastepnym (czyli dzisiaj) zlapal nas jet-lag. Nie bylismy w stanie się dobudzić po 9h, wiec spalismy 13h, a co tam. Zbieramy sie na szybko i czas na parki, palace, wieze i dziwne dzielnice z ludźmi poprzebieranymi za postacie z anime.
***
Wczoraj ostatecznie był Ueno Park, dzielnica Akihabara oraz Tokyo Tower przy stacji metra Roppongi. Wracając koło polnocy do mieszania, zgubilismy sie tradycyjnie (raz dziennie to dla nas podstawa) tym razem zaraz po wyjściu z metra i musieliśmy pytać nielicznych spotkanych Japończyków jak dojsc dalej.
-Excuse me, do you know how to get to Fudo mae station(inna stacja obok naszego domu)?
-...?!?
-..... He?
-Fudo mae station.
-...?!?
(Wyciągam plan metra i pokazuję palcem)
--Aaaaa, FUDO MAE!
Z reguly tak to wygląda :-)


A dzisiaj znowu nie wstaliśmy :( Miala być Kamakura, ale jest juz prawie 14ta (w Polsce 7 rano) i idziemy do parku Shinjuku Gyoen, a potem pewnie do dzielnicy czerwonych latarni albo zobaczyć tutejszy Tokyo Metropolitan Government Building.
***
Dzielnica Czerwonych Latarni (w Tokyo - Kabukicho) nie ma w sobie nic specjalnie ciekawego. Pośród wąskich uliczek znajduja sie zwykle sklepy i drogie restauracje oraz same kluby ze striptizem. Jest także Muzeum Samurajów, ale nie weszlismy z braku czasu oraz wysokiej ceny za bilety (1800 yenów, czyli ok.60pln za osobę). Spacerowaliśmy też po Harajuku, gdzie spodziewaliśmy się zobaczyc dużo postaci z mangii czy anime, ale też lipa. Same sklepy, sklepy i jeszcze raz sklepy i restauracje. Róznica tylko taka, że niektóre z nich sa naprawdę odjechane: dziwne stroje, cukierki, pluszaki, naleśnikarnia etc. Dlatego też na pewno bardziej nam się tam podobalo niż na głównych ulicach Tokyo. Warto tam tez poszukac Cat street, bardzo klimatyczna ulica zakupowa.

Pod wieczór wracając do mieszkania wstąpiliśmy do sieciówki sklepow Family Mart, zeby kupic sobie coś słodkiego po wcześniej zjedzonym ramenie. Wybralam lod typu Śnieżka opakowany w całości w wafelek taki jak ma batonik Kinder Bueno. Idę do kasy, płacę, po czym pan sprzedawca dalej mówi do mnie cos po japońsku.
Ja: ?!?
Sprzedawca: tra lala tra lalala 
Ja (potakuje głową, że OK)
Sprzedawca: tralalala znaczące cos w rodzaju "Na pewno?"
Ja: Taaaaak, taaaak
I teraz kluczowy moment:
Sprzedawca odrywa 1 cm tasmy klejącej stojącej przy ladzie i przykleja mi na opakowanie mojego świeżo zakupionego loda, oddaje mi go do rąk własnych, a potem kiwamy sie oboje kto niżej, zeby sobie podziękować.
Adrian niemało co wybuchnął smiechem jak to obserwował.

Poniżej Park Shinjuku Gyoen oraz pare innych ciekawostek:

















Ostatniego dnia wstaliśmy wczesnie rano i o 10tej byliśmy z siebie dumni, gdyż gotowi do wykwaterowania. Pojechaliśmy zostawic bagaze na stacje Otemachi (choć każda stacja metra ma pzechowalnie, największe i najdrozsze schowki na bagaże kosztują ok.700yen, uwaga! płatne tylko w bilonie po 100yen).
Nastepnie wyszlismy z metra pełni nadziei do Imperial Palace Garden, ale... tam się nic nie zwiedza. Obszar pałacu jest zamknięty i otwarty jedynie dwa razy w roku, a ogrody podziwia sie zza wielkiej fosy, bo wstępu brak. Nie zmienia to faktu, że i tak razem z nami byly tam setki turystów.
Zabralismy sie zatem na słynny rybny targ Tsukiji, obok ktorego były też świątynia buddyjska, a nieco dalej teatr Kabuki-za. Na samym końcu pojechalismy metrem na Menji Shrine, świątynie shintoistyczną. Widzieliśmy piekne bramy- Tori oraz pochodziliśmy sobie po lesie. Tak, tam jest niewielki stary las w samym centrum miasta.
O 18:00 był lot do Osaki liniami All Nippon Airways.














N.Verde

Galeria

Zobacz też

The best of los mejores

30 grudnia 2017

The best of los mejores

Po owych kilku tygodniach od ostatniego postu przetrząsnęłam w końcu cały dysk i przebrnęłam przez ponad 6 tysięcy zapisanych zdjęć. Nie wszystkie starsze posty na blogu zdążyłam jeszcze pouzupełniać,...

Czytaj dalej →
Nippon: KRK-WAW-MUC-HND

27 kwietnia 2018

Nippon: KRK-WAW-MUC-HND

Kolejna podróż za kontynent, kierunek Wschód, Japonia jutro czas zacząć :) *** Jesteśmy w Warszawie, czekamy na lot do Tokio. W Krakowie jeszcze z kolei przez caly czas towarzyszyła nam gdzieś obok pa...

Czytaj dalej →
HND - ITM: Osaka

03 maja 2018

HND - ITM: Osaka

Witamy w Osace. Lot był spokojny, choć cierpieliśmy nieco z głodu, a linie lotnicze (ANA) niestety nie rozdawały na swoim pokładzie niczego więcej jak zimną herbatę. Po naszych skromnych zapytaniach o...

Czytaj dalej →
Kyoto, Arashiyama

05 maja 2018

Kyoto, Arashiyama

A teraz moja ulubiona część. Wcześnie rano pojechaliśmy na najbliższą nam stację Umeda, zakupiliśmy 1-dniowy bilet dla turystów do Kyoto ("Hankyu Kyoto Line") obejmujący dojazd do Arashiyamy i wsiedli...

Czytaj dalej →

← Wszystkie wpisy

Kolejna podróż

1 900 PLN z 5 000 PLN

Wesprzyj podróż →