05 września 2025
Jordania
Kolejną podróżniczą trasę rozpoczęliśmy z Krakowa tanimi tureckimi liniami Pegasus, które po przesiadce w Ankarze szczęśliwie dowiozły nas do stolicy Jordanii - Ammanu.
Robiąc przedwyjazdowy research, postanowiliśmy zawczasu zarezerwować wynajem samochodu na lotnisku, jako że podróżowanie autobusami między głównymi miastami i ich atrakcjami, może być sporym obciążeniem nie tylko budżetowym, ale również czasowym.
AMMAN
W Ammanie przyszło nam spędzić dwa noclegi, ale de facto mieliśmy jeden pełny dzień na zwiedzanie.
Nasz hotel znajdował się dokładnie przed amfiteatrem wraz z odeonem, głównymi miejscami w starej części miasta. Stamtąd mieliśmy również rzut beretem do położonej na wzgórzu cytadeli, która powstała dawien dawno w epoce brązu, czyli ok. 1800 roku p.n.e. i była rozwijana przez różne cywilizacje do XIII wieku. Na miejscu można zobaczyć pozostałości Świątyni Heraklesa, Kościoła Bizantyjskiego czy Pałacu Umajjadów. Po wyjściu z kompleksu warto zatrzymać się w sklepo-kawiarni Dar ne'meh pod egidą jordańskiej Królowej Rani, której częściowy dochód przeznaczany jest na pomoc jordańskim kobietom. Dodatkowym benefitem jest piękna panorama miasta z okien kawiarni.
Korzystając z własnego transportu postanowiliśmy następnie pojeździć nieco po mieście i zobaczyć jak żyją mieszkańcy. Przejeżdżając przez różne dzielnice, jak w wielu miejscach świata, można było zobaczyć zarówno biedę i brud uliczny, jak i piękny świat bogactwa, strzeżony przez wartowników za ogromnymi ogrodzeniami.
Same ulice do jazdy samochodem są w stanie dobrym, oznakowania drogowe są czytelne. Uważać trzeba na parkingach, gdyż parkowanie dla wielu lokalnych osób to ciągle nieprzyswojona umiejętność, mogąca skutkować porysowaniem samochodu, zastawieniem przejazdu, a nawet lekkim obiciem. Paliwo jest nieco tańsze niż w naszym kraju, na stacjach benzynowych można normalnie płacić kartą nawet jak główna kasa jest zamknięta - sprzedawcy mają przy sobie terminale płatnicze.
GÓRA NEBO - BETANIA
Będąc w Jordanii, trudno nie pojechać na tereny chrześcijańskiej kolebki, jakimi są Góra Nebo oraz Betania. Pomimo iż jestem wypisaną z kościoła apostatką, miejsca te ciekawiły mnie podróżniczo. Góra Nebo to miejsce, w które historycznie Mojżesz miał przyprowadzić wygnany lud i zobaczyć z niej Ziemię Obiecaną. Obecnie stoi tam pięknie odrestaurowany kościółek (Sanktuarium Mojżesza), z którego murów faktycznie można podziwiać odległą panoramę różnych miast jordańskich, jak i izraelskich. W 2000 roku miejsce odwiedził nawet sam polski papież i zasadził drzewko oliwne, które obecnie otoczone jest tabliczkami z zakazem zrywania oliwek.
Betania natomiast to historyczne miejsce chrztu, czyli narodzenia się chrześcijaństwa ponad dwa tysiące lat temu. Jak przystało na tę religię, wstęp do niego nie jest darmowy i wynosił 12 dinarów jordańskich (ok. 62 złotych) bez Jordan Passu, a w ramach Jordan Passu 8 albo 9 dinarów (41-46 złotych), tylko trzeba było zaznaczyć tę opcję od razu przy zakupie biletu.
Wstęp nad rzekę Jordan wymaga dojazdu najpierw do centrum wycieczkowego, w którym znajdziemy liczne fotografie przybyłych w delegacji głów państw i dopiero z niego, gdy zbierze się odpowiednia grupa, jest się przewożonym kilkanaście kilometrów dalej. Po drodze spotkać można kilka check pointów - stacji uzbrojonych wartowników. My z racji napiętego grafiku, musieliśmy sobie odpuścić tę atrakcję i udaliśmy się na południe wzdłuż Morza Martwego starając się dotrzeć przed końcem dnia do Wadi Musa.
WADI MUSA