07 stycznia 2025
Anda
Na Boholu zadekowaliśmy się w małej miejscowości na wschodnim wybrzeżu o nazwie Anda. Wybór miejsca padł bardziej przypadkiem niż planowo, po prostu chcieliśmy gdzieś się ukryć i nie musieć nic robić :) Jakkolwiek groteskowo to zapewne brzmi. Koniec zwiedzania, koniec szukania kolejnych noclegów, kolejnych tras przejazdu, autobusów, trycykli, łapania stopa etc. 5 nocy i 6 dni wypoczynku.
Anda nie jest zbytnio turystyczna, ale z pewnością ma potencjał na przyszłość. Ładna plaża, płytkie i ciepłe wybrzeże ciągnące się długo wgłąb morza, rafa koralowa, żółwie morskie (których nadal nie widzieliśmy), małe miasteczko, przyjaźni ludzie, kilka dobrych restauracji. A przede wszystkim luz. Luz i spokój. Nikt się nigdzie nie spieszy, życie płynie wolno, dzieciaki bawią się na ulicy, a wieczorami grają na boiskach w koszykówkę, siatkówkę i tenisa. Nieliczni obcokrajowcy spacerują między plażą a swoimi kwaterami. Gdzieś pośrodku jest kolonialny kościół, a na obrzeżach jezioro, lasy namorzynowe, małe jaskinie z przyjemnie chłodną wodą, w których można się kąpać albo kilkanaście kilometrów dalej wysoki wodospad.
Naładowawszy baterie, jutro wyruszamy do stolicy wyspy w Tagbilaran, by stamtąd złapać prom z powrotem na Cebu I udać się na lotnisko. Następne dwie noce przed końcem naszej podróży spędzimy z powrotem w Manili.
N. Verde