Dzień okazał się być deszczowy i jedyna fajna rzecz, którą udało mi się zrobić to poplywanie w basenie mimo wszystko. Staraliśmy się zabić czas siedząc długo na śniadaniu na tarasie hotelowym, a potem już po check out w hotelowym lobby. Gdy przyjechał umówiony taksówkarz i zawiózł nas na lotnisko, nasze kroki skierowaliśmy do business lounge'u. Bylimy glodni, a tam jedzenia bylo mało: małe marcheweczki, mini por, mini ser gouda na zakąskę, jabłka, banany, ciastka przypominające pieguski i krakersy. Kawa z automatu z 4-krotną dawką cukru - paskudztwo. Tylko alkohole OK.
Ciekawą rzeczą było to, że na bramkach okazało się, że nasz lot jest do... Gwtemalii i bynajmniej nie była to pomyłka czy zmiana gate'u. Po prostu samolot miał zaplanowane międzylądowanie w Kostaryce.
P.S. Hotel na miejscu jest super. A dzisiaj czas do pracy... (11.11.2019).
***
N.Verde