24 czerwca 2019
Cartagena de Indias
Urokliwe, ale zaniedbane centrum historyczne, dużo "Afrokolumbijczyków" ze swoim odrębnym zwyczajem bycia, metropolia z drapaczami chmur przypominająca Nowy Jork, zero plaży w centrum, niemiłosierny gorąc i wysoka wilgotność, dużo ruin dawnych fortyfikacji. Dzisiaj zwiedziłam znany fort "San Felipe", ale.. jak za 25 000 pesos colombianos (ok.29pln) to absolutnie nie było warte tych pieniędzy. No i kolejka do kas na pół godziny;/
UPDATE
Nie wiem jak to się stało, że zwiedzając centrum tak późno odkryłam dzielnicę Getsemani. A w całej tej plątaninie "ochów" i "achów" na temat Cartageny, właśnie zdaje się o tę właśnie dzielnicę chodzić, reszta jest mało ważna. Także zmieniam tym moje zdanie na temat tego miasta, już mi się bardzo podoba ;)
Przy okazji odkryłam fajne sklepy z przyzwoitymi cenami, więc na moje ostatnie już dni tutaj, można powiedzieć, że się okupiłam.
I jeszcze jedno, dzisiaj wybrałam się na plażę na Isla Barú. Kolejny mini raj na ziemi z przejrzystą, letnią wodą, bielutkim piaskiem i masą turystów i restauracji. Żeby się tam dostać, wybrałam pakiet ekonomiczny: autobus miejski + taxi colectivo. Po drodze tym drugim środkiem transportu okazało się, że był to strzał w dziesiątkę, gdyż po nocnych ulewach cała droga dojazdowa (bez asfaltu) byla usiana błotem i wielkimi kałużami. W drodze powrotnej nie trafiłam na żaden colectivo, natomiast już po raz drugi zaszalalam (i tym razem w pełni dosłownie) z przejazdem na motorze. Bez kasku, po błocie, w kałużach, potem na asfaltowej po 80 km na godzinę. Kolumbijczycy są locos.
Ale było fajnie, zostawiłam nawet napiwek;)
UPDATE
Nie wiem jak to się stało, że zwiedzając centrum tak późno odkryłam dzielnicę Getsemani. A w całej tej plątaninie "ochów" i "achów" na temat Cartageny, właśnie zdaje się o tę właśnie dzielnicę chodzić, reszta jest mało ważna. Także zmieniam tym moje zdanie na temat tego miasta, już mi się bardzo podoba ;)
Przy okazji odkryłam fajne sklepy z przyzwoitymi cenami, więc na moje ostatnie już dni tutaj, można powiedzieć, że się okupiłam.
I jeszcze jedno, dzisiaj wybrałam się na plażę na Isla Barú. Kolejny mini raj na ziemi z przejrzystą, letnią wodą, bielutkim piaskiem i masą turystów i restauracji. Żeby się tam dostać, wybrałam pakiet ekonomiczny: autobus miejski + taxi colectivo. Po drodze tym drugim środkiem transportu okazało się, że był to strzał w dziesiątkę, gdyż po nocnych ulewach cała droga dojazdowa (bez asfaltu) byla usiana błotem i wielkimi kałużami. W drodze powrotnej nie trafiłam na żaden colectivo, natomiast już po raz drugi zaszalalam (i tym razem w pełni dosłownie) z przejazdem na motorze. Bez kasku, po błocie, w kałużach, potem na asfaltowej po 80 km na godzinę. Kolumbijczycy są locos.
Ale było fajnie, zostawiłam nawet napiwek;)
N.Verde